Wczoraj nie udało nam się skontaktować ze Stanisławem Kurnikiem. Z naszych ustaleń wynika, że jest wieloletnim pracownikiem Stalproduktu (obecnie w dziale organizacji) i jako działacz związkowy reprezentuje w radzie nadzorczej pracowników. Nie prowadzi żadnej dodatkowej działalności gospodarczej. W tej chwili ma 1,9 tys. akcji uprzywilejowanych oraz 2,1 tys. zwykłych, dających łącznie 0,06% głosów na walnym zgromadzeniu.
W ogłoszeniu o wezwaniu poinformował, że jego głównym celem jest stabilizacja i zmniejszenie rozdrobnienia akcjonariatu. Dlatego zamierza zwiększyć zaangażowanie w głosach do 12,45%. W tym celu musiał zablokować na rachunku maklerskim 5,4 mln zł. W spółce nikt nie potrafił nam wczoraj wyjaśnić, w jaki sposób mógł zgromadzić taką kwotę. Usłyszeliśmy, że o jego planach związanych z wezwaniem nie było nic wiadomo i ogłoszenie to było zaskoczeniem. Oficjalne stanowisko zarządu w tej sprawie zostanie przedstawione na początku przyszłego tygodnia, po powrocie z urlopu prezesa zarządu spółki.
Z naszych poufnych informacji wynika, że kroki podjęte przez Stanisława Kurnika należy wiązać z ostatnimi zakupami akcji przez Stalprodukt. Operująca w branży metalowej spółka przejęła w ostatnim czasie od funduszy emerytalnych w pakietówkach 10% własnych akcji, płacąc po 14,9 zł za walor. W komunikacie powołała się na art. 362 kodeksu handlowego. Zgodnie z nim, spółka może kupić własne papiery w "celu zapobieżenia, bezpośrednio zagrażającej poważnej szkodzie". Zarząd Stalproduktu tłumaczył, że w tym przypadku chce zapobiec zagrażającej firmie utracie płynności finansowej, wynikającej z możliwości wycofania się banków z jej kredytowania. Nie bardzo wiadomo było jednak, dlaczego banki miałyby uznać spółkę za bardziej wiarygodną, jeżeli część akcji znalazłaby się na jej rachunku, zamiast na rachunkach funduszy emerytalnych.
Skup własnych akcji przez spółkę i przez, jak się wydaje, podstawione prywatne osoby ma pozwolić na uniezależnienie się od głównego akcjonariusza - Huty Sendzimira (ma 32,86% kapitału i 37,4% głosów). Zarząd Stalproduktu obawia się bowiem, że przeżywająca problemy finansowe państwowa firma dla ratowania własnej sytuacji próbowałaby zbyt zachłannie sięgać po środki z kasy giełdowego przedsiębiorstwa.
- Nie potrafię teraz powiedzieć, jakie zajmiemy stanowisko wobec wezwania. W każdym razie nie wiedzieliśmy, że zostanie ogłoszone. Nikt nas wcześniej nie uprzedzał - stwierdził Mieczysław Gil, rzecznik prasowy Huty Sendzimira.