Amerykański oddział Arthura Andersena, który całkowicie stracił zaufanie klientów po tym, gdy wyszedł na jaw jego udział w bankructwie Enronu, szykuje się do ostatecznego zamknięcia działalności audytorskiej. Nastąpi to prawdopodobnie już za kilka dni. W takich okolicznościach odszkodowanie będzie musiał wypłacić Andersen Worldwide - pisze Bloomberg.

Audytor został pozwany do sądu w Houston w tym roku. Pozew złożyli prawnicy w imieniu inwestorów i pracowników Enronu, oskarżających Andersena, iż przyczynił się do upadku energetycznego potentata, przymykając oko na "twórczą księgowość". Domagają się oni odszkodowania w miliardach dolarów, a wypłata "zaledwie" 60 mln USD zostanie potraktowana jako pierwszy krok ku zaspokojeniu pełnych roszczeń. Podmioty, które złożyły pozew, muszą się jednak spieszyć, ponieważ Andersen Worldwide niebawem może przestać istnieć i wyegzekwowanie odszkodowania okaże się znacznie trudniejsze. Jednostki firmy łączą się bowiem w poszczególnych krajach z przedstawicielstwami innych spółek audytorskich.

Z kwoty 60 mln USD - 40 mln mają otrzymać akcjonariusze i pracownicy Enronu, natomiast 20 mln USD trafi dla instytucji, które udzielały firmie kredytów. Nie wiadomo jednak, którzy wierzyciele otrzymają odszkodowanie. Dziewięć banków udzielających Enronowi kredytów, wśród których znajdują się tacy potentaci, jak J.P. Morgan Chase, Citigroup, CS First Boston czy Merrill Lynch, jest bowiem oskarżanych przez akcjonariuszy Enronu o pomoc członkom zarządu spółki w ukrywaniu jej faktycznej kondycji finansowej.

Jak podkreśla cytowany przez Bloomberga waszyngtoński prawnik Jacob Frankel, wypłata przez Andersen Worldwide stosunkowo niewielkiego odszkodowania jest niesłychanie istotna, ponieważ akcjonariusze Enronu uwierzą, iż mogą odzyskać choć część zainwestowanych środków.