Ostatnie sesje dość wyraźnie potwierdziły słuszność założenia o końcu korekcyjnego ruchu, zarówno na rynkach zagranicznych, jak i naszym rodzimym parkiecie. Dość dziwny wtorkowy wzrost mógł jeszcze budzić obawy, że fundusze zamiast naśladować światowe trendy, po raz kolejny, z wiadomych tylko sobie powodów, dalej będą silnie kupować. Widać jednak, że wspomnienie strat poniesionych w czasie ostatniej fali wyprzedaży jest zbyt świeże, by ponownie próbować utracić korelację ze światowymi giełdami. Powrót spadków jest więc odwzorowaniem nastrojów panujących na rynku amerykańskim, gdzie mocne odbicie od ważnych oporów załamało trendy wzrostowe.

W konsekwencji, zamiast kontynuacji wybicia i ruchu w kierunku konsolidacji z początku lipca, ostatnie dwie sesje to dość szybkie spadki. Powinno to skłaniać do uznania byczego wyskoku za zwykłą pułapkę, która na poziomie wtorkowego maksimum tworzy silny opór. Dlaczego silny? Jeśli uznać obecny trend wzrostowy za ruch korekcyjny ostatniej fali spadkowej, a ja do tej pory nie widzę innej możliwości, to na wspomnianym poziomie przebiegają nie tylko istotne zniesienia tej przeceny. Patrząc na poprzednie korekty, powinna ukształtować się tutaj ulubiona formacja kończąca wzrosty na naszym rynku - podwójny szczyt.

W związku z tym, mimo pesymistycznego nastawienia do rynku, dopuszczałbym obecnie wyhamowanie spadku i nawet kilka sesji małego mozolnego wzrostu, który nie powinien jednak przekroczyć wtorkowego szczytu. Pasowałoby to zresztą do zatrzymania spadku amerykańskich indeksów, które na obecnych poziomach skusić powinny już łapaczy dołków. W krótkim terminie nie wykluczam więc poprawy nastrojów, ale w nieco dłuższym okresie wróciłem już, do obozu niedźwiedzi.