Rośnie liczba zleceń dla firm zajmujących się windykacją i odzyskiwaniem wierzytelności. Jednak ich przedstawiciele nie mają powodów do huraoptymizmu. Chociaż pracy mają dużo, w przypadku wielu zleceń nie ma szans na odzyskanie pieniędzy, dlatego windykatorzy nie przyjmują ich do realizacji.
W jednej z największych w Polsce firm z branży, Cash Flow z Dąbrowy Górniczej, w 2001 roku zrealizowano prawie 500 transakcji. W tym roku, do końca lipca, firma zrealizowała już 374 transakcje. Jednak przyjęte zlecenia to zaledwie połowa zgłoszeń. - Oceniamy, że około 50% trafiających do nas klientów po weryfikacji ma długi nie do odzyskania. Dlatego takich zleceń nie przyjmujemy. Natomiast z przyjętych zleceń, 20% wykrusza się w trakcie realizacji, np. z powodu ogłoszenia upadłości dłużnika - mówi Sylwia Kucypera z Domu Obrotu Wierzytelnościami Cash Flow.
Podobną tendencję obserwuje również Tomasz Jędrzejczyk z Biura Informacyjno-Prawnego Akcept. - Mogę powiedzieć, że liczba przyjmowanych przez nas spraw rośnie od kilku lat. W 2001 roku dokonaliśmy ok. 950 transakcji. W tym roku po ośmiu miesiącach mamy ich już ok. 700. Trzeba jednak zaznaczyć, że klientów przychodzi do nas znacznie więcej, ale ich sprawy nie są przyjmowane, bo dług oceniamy jako trudno ściągalny albo nieściągalny.
Według niego, z kwitkiem odchodzi ok. 30% klientów, którzy na odzyskanie pieniędzy nie mają praktycznie szans, a wśród spraw przyjętych sporo jest takich, które nie zostają zrealizowane z powodu np. bankructwa dłużnika.
Doświadczenia windykatorów odzwierciedlają trudną sytuację panującą w polskiej gospodarce. - Zjawisko nieterminowego regulowania faktur niebezpiecznie nasila się. Wszystkie podmioty gospodarcze ociągają się z płatnościami. Nikogo nie dziwi tygodniowe czy dwutygodniowe spóźnienie. Generalnie osłabło poczucie obowiązku terminowego wywiązywania się ze zobowiązań - uważa S. Kucypera. - Firmy czują się usprawiedliwione i twierdzą: jesteśmy ogniwem zamkniętego układu, nie płacimy terminowo swoim wierzycielom, bo nam nie płacą nasi dłużnicy - dodaje. Potwierdza to Henryk Benkowski z firmy Kaczmarski Inkaso. - Mamy do czynienia z efektem śnieżnej kuli. Jedna firma ma kłopoty i nie płaci innej. W związku z tym i ta popada w tarapaty w wyniku czego nie realizuje swoich płatności wobec kolejnej.