Na mniejsze zainteresowanie tym segmentem rynku nieruchomości wpływa kilka czynników. Po pierwsze, zmniejszyło się grono obcokrajowców pracujących w Polsce, którzy stanowili sporą grupę wynajmujących. Część z nich wyjechała, bo zakończyła swoją misję, a polscy następcy mają niższe zarobki i mniejsze potrzeby mieszkaniowe. Inni opuścili nasz kraj, bo ich firmy zostały zlikwidowane w związku z załamaniem koniunktury gospodarczej. Zmniejszony popyt wiąże się również ze wzrostem podaży apartamentów. Bezpieczeństwo jest ich głównym atutem. Każdy apartamentowiec jest wyposażony w kamery monitorujące i ma zagwarantowaną całodobową ochronę.
- Znaczący udział w wynajmie rezydencji mieli także pracownicy placówek dyplomatycznych. Obecnie wiele ambasad zainwestowało we własne zaplecze - ocenia Piotr Szczepański, dyrektor wynajmu Przedsiębiorstwa Obsługi Cudzoziemców DIPSERVICE. - Tak postąpiły np. ambasada USA i szkoła amerykańska. W ostatnich latach wybudowały osiedla mieszkaniowe na Ursynowie i w Konstancinie - dodaje.
Mniejszy popyt na wynajem rezydencji ma także związek z trudną sytuacją w branży reklamowej. Agencje reklamowe zazwyczaj wybierały na swoją siedzibę okazałe wille. Po załamaniu rynku musiały z nich zrezygnować w ramach redukcji kosztów.
Czynsze wynajmu luksusowych rezydencji w Warszawie wynoszą ok. 4-5 tys. USD miesięcznie. Coraz częściej transakcje są zawierane na niższym poziomie. Zdesperowani właściciele godzą się nawet na 3 tys. USD.
Mniejszy ruch obserwowany jest też w transakcjach kupna-sprzedaży. - Otrzymujemy coraz mniej ofert sprzedaży, spada również zainteresowanie kupujących - przyznaje Margerytta Suchorzebrska, dyrektor w agencji AD Drągowski. - Przyczyny należy upatrywać w nasyceniu strony popytowej. Wiele osób, które zaplanowało luksusową rezydencję jako swoje docelowe mieszkanie, już zrealizowało te plany i nie szuka lepszej oferty. Ponadto znaczna liczba transakcji na tym rynku odbywa się poza agencjami nieruchomości. Właściciele szukają nabywców wśród znajomych, sąsiadów itp.