Pierwsza sesja tygodnia pozwoliła bykom na zdobycie kolejnych kilku punktów. Popyt nie zważał na fakt, iż piątkowe wzrosty w USA charakteryzował niski wolumen, a pod koniec sesji doszło do silnej wyprzedaży. Zapału kupujących nie ostudziły ani duże minusy na głównych indeksach europejskich, ani słabe otwarcie w USA.

Nie ma żadnych przesłanek, by traktować obecne wzrosty w kategorii innej niż korekta. Po silnej fali spadkowej i pozytywnym przetestowaniu wsparcia na poziomie lipcowych dołków, podaż wycofała się na wyższe poziomy, co pozwala na rachityczne wzrosty nie poparte obrotami. Rynek nie rośnie szeroko, a za znaczącą część zwyżek bardzo często odpowiadają nerwowo odbijający negatywni bohaterowie fali spadkowej z przełomu sierpnia i września. Potencjalny zasięg korekty wzrostowej umiejscowić można w obszarze 1080-1100 punktów. Jednym z elementów, który zwiększa prawdopodobieństwo testowania tej górnej granicy, jest powszechny pesymizm, który doskonale oddaje baza na rynku terminowym. I jeszcze jeden fakt sprzyjający bykom w krótkim terminie: ostatnie dwie sesje z tak niskimi obrotami (12 i 26 sierpnia) były katalizatorami wzrostów nazajutrz.

W tym tygodniu powinno dojść do istotnych rozstrzygnięć na rynkach światowych. Stan niepewności w sprawie ataku USA na Irak i ewentualnego wpływu tej operacji na ceny ropy, rocznica 11 września oraz piątkowe dane o sprzedaży detalicznej i nastrojach konsumentów mogą wyznaczyć kierunek na kilka kolejnych sesji. Uważam, że od reakcji giełd na te czynniki (na przykład w postaci testu 3300 punktów przez DAX) uzależniona będzie dalsza koniunktura na polskim rynku.