Odczuwają jednak one coraz większą presję ze strony akcjonariuszy, którzy
uważają, że zbytnia koncentracja władzy w rękach jednej osoby budzi obawy co do jakości zarządzania.
- Rolą prezesa jest przede wszystkim przewodniczenie posiedzeniom zarządu spółki i podejmowanie strategicznych decyzji, a nie codzienne kierowanie - twierdzi Stuart Bell z firmy Pensions & Investment Research Consultants, argumentując, że dyrektor generalny jest w spółce niezbędny, by była ona dobrze zarządzana. Tymczasem aż 10 spośród 100 największych spółek w Wielkiej Brytanii tworzących indeks FT-SE 100 nie zatrudnia CEO. Osiem z nich, wśród których znajdują się m.in. Unilever, EMI i Abbey National - zamierza wkrótce stworzyć takie stanowiska, ale dwie z nich - Shell Transport & Trading i William Morrison Supermarkets Plc. - otwarcie przyznają, że nie chcą zmieniać obecnego stanu rzeczy. - Prezes sir Kenneth Morrison potrafił od czasu, gdy znalazł się w zarządzie w 1952 r., zrobić z naszej firmy potężną sieć sprzedaży detalicznej. Oznacza to, że CEO wcale nie jest u nas potrzebny - uważa dyrektor finansowy William Morrison - Martin Ackroyd.
Presja ze strony akcjonariuszy brytyjskich spółek, by poprawić jakość zarządzania, zwiększyła się po wydarzeniach w ostatnim roku w USA, gdzie wyszły na jaw oszustwa księgowe w największych firmach, takich jak Enron czy WorldCom. Głównym orędownikiem zmian jest stowarzyszenie brytyjskich funduszy emerytalnych (NAPF), które posiada aktywa wyceniane na 700 mld funtów (1,1 bln USD). - Musimy być pewni, że spółki, w których mamy udziały, są dobrze zarządzane - podkreśla Andy Flaming, rzecznik NAPF.