Według G. Kołodki, spowolnienie tempa wzrostu wydatków spowoduje, że ich udział w PKB będzie systematycznie malał. Mechanizm, który proponował jego poprzednik, określił mianem hiperindeksacji. - Tymczasem odchodzimy od mechanizmów waloryzacyjnych. Nie będzie żadnego automatycznego podwyższania wydatków na podstawie politycznych haseł. One mają być kształtowane w oparciu o możliwości państwa i jego potrzeby - mówił minister Kołodko.
Jeszcze w piątek, przedstawiając projekt budżetu na 2003 r., nie odcinał się tak stanowczo od zasady "inflacja plus 1". Przekonywał nawet, że została ona utrzymana i udowadniał to, od 193,5 mld zł odejmując "extra" wydatki na podwyżki płac w budżetówce, rent i emerytur oraz zapotrzebowanie 14 jednostek pozarządowych. - Gdy to odejmiemy, to zostanie 191,1 mld zł, czyli dokładnie o inflację plus 1 pkt. proc więcej niż w tym roku - mówił po piątkowym posiedzeniu rządu.
Wicepremier wczoraj stwierdził, że poprzednie założenia do budżetu w części dotyczącej wydatków były "niespójne". A to dlatego, że zgłoszono propozycję pułapu 192,5 md zł, choć łączna wartość potrzeb poszczególnych resortów była dużo większa. - Ok. 208,9 mld zł - tyle wynosiły minimalne życzenia dysponentów poszczególnych części budżetowych na początku lipca - mówił wicepremier i dodawał, że zejście do poziomu 193,5 mld zł to przykład racjonalizacji wydatków.
Wicepremier powtórzył, że przyszłoroczny deficyt budżetowy nie przekroczy 4,9% PKB. Przy zastosowaniu unijnej metody liczenia jego wartości, byłby on niższy o 1,2-1,5 pkt. proc. - przekonywał. Jego zdaniem, w 2005 r. Polska powinna spełniać kryteria z Maastricht w tym zakresie - czyli niedobór w budżecie nie powinien wówczas przekraczać 3% PKB. Większe dochody, dzięki którym deficyt w przyszłym roku się tak zmniejszy, to efekt m.in. jednorazowych wpływów, większego niż wcześniej zakładano wzrostu PKB i lepszej skuteczności aparatu skarbowego.
Wiceminister Halina Wasilewska-Trenkner, która mówiła o szczegółach budżetu (wicepremier Grzegorz Kołodko nie odpowiadał na pytania), powiedziała, że nie przewiduje się żadnych poważnych zmian w podatkach dochodowych w przyszłym roku. Wyjątek to podatek od firm, którego stawka zostanie zmniejszona do 27%, choć według obowiązującej jeszcze ustawy powinno to być 24%.