Wczorajsza sesja dobitnie wykazała, że rodzimy rynek nie może w nieskończoność charakteryzować się relatywnie większą siłą od największych giełd zagranicznych, i że to właśnie one określają długoterminowe tendencje na rynkach. Po poniedziałkowych spadkach na zachodzie ostatnia sesja praktycznie nie mogła mieć innego przebiegu - po całkiem przyzwoitym otwarciu indeks WIG20 w bardzo krótkim czasie stracił 20 pkt. i już do końca sesji pozostał w okolicy 1050 pkt. Negatywne nastroje na rynkach kapitałowych wywołuje kilka czynników: ryzyko wybuchu wojny z Irakiem, obawa o kondycję gospodarki amerykańskiej, niekorzystne informacje z największych spółek amerykańskich, wyniki wyborów w Niemczech czy ponowna eskalacja konfliktu izraelsko-palestyńskiego. W tak niekorzystnym otoczeniu rynkowym trudno jest znaleźć jakieś pozytywy, dlatego też kierunek spadkowy nie powinien budzić zdziwienia. W takich okolicznościach oczy uczestników rynku zwrócone są na szefa Fed - wprawdzie rynek nie oczekuje obniżki stóp, jednakże prawie pewne jest, że Greenspan w swoim wystąpieniu będzie próbował poprawić nastroje inwestorów.
Wykres indeksu WIG20 prezentuje się nieciekawie - wczoraj powstała kolejna, dłuższa czarna świeca, a ponadto utworzone zostało niewielkie okno bessy. Zdecydowanie przełamane zostało wsparcie na wysokości 1065 pkt. i aktualnie rynek zmierza w kierunku kolejnej bariery popytowej na poziomie 1030 pkt. Jeżeli i to wsparcie zostanie przełamane, wówczas należy oczekiwać testowania dna z października ub.r. (wysokość około 980 pkt.). Większość wskaźników technicznych ma miejsce do spadków, dlatego też wydaje się, że taki scenariusz jest całkiem prawdopodobny.
Sytuacja głównego indeksu rodzimej giełdy nie jest dobra i trudno oczekiwać, że rozpoczęte wczoraj posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej - nawet gdyby doszło do obniżki stóp - wpłynie na zachowanie giełdy. Mimo to właśnie w okresach największego pesymizmu kształtują się istotne minima. Dodatkowym czynnikiem działającym na wyobraźnię inwestorów jest zbliżający się okres jesienny, kiedy to, już tradycyjnie, kształtują się dołki.