Kilkumiesięczna susza w Stanach Zjednoczonych doprowadziła do obniżenia prognoz tegorocznych zbiorów zbóż, co z kolei stało się przyczyną wzrostu cen kontraktów terminowych, m.in. na pszenicę. Od początku maja do końca września zdrożały one o ponad połowę. Gorszych zbiorów spodziewają się też w tym roku pozostali duzi producenci pszenicy, Kanada i Australia.
W ocenie specjalistów Polska, choć dysponuje pewnymi nadwyżkami zbóż, ma niewielkie możliwości, aby wykorzystać wzrosty cen na świecie.
- Polskie zboże jest droższe niż na rynkach zachodnich, a to osłabia naszą pozycję konkurencyjną. Trzeba też pamiętać o wysokich kosztach transportu i ubezpieczenia. Nie sądzę, aby nasi ekporterzy mogli wynegocjować w USA na tyle wysokie ceny, aby było to dla nich opłacalne - mówi Maciej Tomaszewicz, sekretarz Polskiej Izby Zbożowo-Paszowej. - Jeżeli sprzedajemy zboża za granicę, to na niezbyt odległe rynki - dodaje. Według danych GUS, w 2001 r. łączna wartość eksportu pszenicy i mieszanki żyta z pszenicą wyniosła zaledwie 189 tys. USD, a największym odbiorcą naszego zboża były Węgry. W 2000 r. za granicę sprzedaliśmy pszenicę i żyto za 409 tys. USD, najwięcej do Niemiec.
Jak dowiedzieliśmy się w Agencji Rynku Rolnego, są szanse na to, aby w tym roku udało nam się sprzedać część zboża do Niemiec, gdzie zbiory zostały znacznie uszczuplone przez powódź. W 2002 r. ARR ma skupić po cenach interwencyjnych łącznie 4,2 mln ton zbóż (3,5 mln ton pszenicy i 700 tys. ton żyta). Skup zakończy się w październiku. - Na pewno część z tego będzie przeznaczona na sprzedaż za granicę. Wybór rynku należy jednak do eksportera - powiedziano nam w biurze prasowym ARR.
Według Michała Kisiela z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w tym roku nadwyżki zbóż w krajach eksportujących będą mniejsze od zapotrzebowania na zboże na świecie. Przyznaje jednak, że polscy eksporterzy mogą nie być świadomi obecnej sytuacji na międzynarodowym rynku.