Na początku poniedziałkowych sesji na giełdach nowojorskich przeważyły

umiarkowane spadki cen akcji. Niepokój wśród inwestorów wzbudziły przede wszystkim informacje o zamachu bombowym na Bali, ponieważ pojawiły się obawy, że maczała w tym palce organizacja Al Kaida. Spadki nie były jednak silne, bo wielu graczy kupowało akcje licząc, że silne wzrosty zapoczątkowane w czwartek i piątek będą kontynuowane. Wśród spółek uwagę zwracała wczoraj wyraźna przecena akcji Boeinga, który przegrał z producentem samolotów Airbus rywalizację o duży kontrakt na dostawę maszyn dla brytyjskich tanich linii lotniczych Easyjet. Taniały też papiery firm motoryzacyjnych - Ford Motor i General Motors, które otrzymały gorsze rekomendacje od Merrill Lynch. Druga z tych spółek ma dziś opublikować wyniki finansowe za III kwartał. Do godz. 18.00 naszego czasu indeks Dow Jones wzrósł o 0,15%, a Nasdaq Composite zyskał 0,01%.

Podczas pierwszych w tym tygodniu sesji na czołowych giełdach zachodnioeuropejskich przeważyły spadki notowań. Tendencja ta była szczególnie wyraźna we Frankfurcie, gdzie indeks DAX stracił do godz. 18.00 2,44%. W dół pociągnęły go przede wszystkim czołowe banki - Deutsche Bank, Commerzbank i HVB Group - którym prognozę wyników obniżył Merrill Lynch. Ponadto zamach na Bali przyczynił się do silnej przeceny największego w Europie biura turystycznego TUI, a także linii lotniczych Lufthansa. Niekorzystna ocena branży samochodowej w USA uderzyła też w DaimlerChryslera. Na innych rynkach spadki były znacznie słabsze. Paryski CAC-40 stracił 0,59%, a londyński FT-SE 100 spadł o 0,55%. Inwestorzy w Europie najchętniej kupowali walory spółek farmaceutycznych - brytyjskiej AstraZeneca (dostała kilka patentów na rynku amerykańskim), francuskiej Sanofi-Synthelabo czy niemieckiej Altany.

Wczoraj nie pracowały czołowe giełdy na Dalekim Wschodzie - w Tokio i w Hongkongu. Uwagę przyciągała prawie 10-proc. przecena wskaźnika giełdy w Dżakarcie, na co miały wpływ wydarzenia na należącej do Indonezji wyspie Bali.