Czynnikami odpowiedzialnymi za przyszłoroczny wzrost cen będą m.in. większa dynamika popytu wewnętrznego i zewnętrznego oraz wzrost cen żywności i większe oczekiwania inflacyjne. B.Grabowski obawia się, że trudno będzie w takich warunkach spełnić kryterium dotyczące inflacji. W traktacie z Maastricht zapisano, że nie może ona być większa o więcej niż 1,5 pkt. proc. od średniej inflacji w trzech krajach UE o najniższych cenach. Według B. Grabowskiego, Polska może mieć z tym problem, jeśli na dodatek polityka budżetowa okaże się niewiarygodna. W efekcie może dojść wówczas do osłabienia złotego. Żeby tak się nie stało, polski rząd musi zreformować finanse publiczne, m.in. zrównoważyć je. Na razie, mówił członek RPP podczas seminarium zorganizowanego przez BPH-PBK, założenia nie wyglądają źle. W uzasadnieniu do przyszłorocznej ustawy budżetowej napisano, że w 2004 r. deficyt ekonomiczny powinien wynosić 2,7%-3,3% PKB, a rok później 1,4-2,4% PKB.
- Pojawia się jednak pytanie, czy cały przyszłoroczny budżet jest wiarygodny? Po pierwsze, zrywa z zasadą podwyższania wydatków o inflację plus 1 pkt. proc., choć została ona zapisana w oficjalnym programie gospodarczym rządu. Po drugie, odchodzi od reguły obniżania podatku od firm, choć ustawa, która je ustanowiła, obowiązuje od kilku lat - powiedział Bogusław Grabowski. Poza tym, dodał, wiarygodności polityki budżetowej nie służą deklaracje polityczne, że najgorsze w finansach publicznych mamy już za sobą. Członek RPP uważa, że projekt budżetu na 2003 r. nie jest zwiastunem reformy finansów publicznych, którą trzeba będzie przeprowadzić w najbliższych latach.
- Reforma finansów i projekt ustawy budżetowej to dwie różne rzeczy. Ustawa opisuje tylko poszczególne kategorie dochodów i wydatków i nie może wprowadzać żadnych zmian systemowych - uważa prof. Andrzej Wernik z Instytutu Finansów Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości. Prof. Wernik jest na liście ekspertów, których Ministerstwo Finansów zaprosiło do wydania opinii na temat projektu budżetu.
Zdaniem A.Wernika, to, że w ustawie zapisano dochody na wysokim poziomie, bazując na wyśrubowanej prognozie wzrostu gospodarczego, wcale nie jest wadą. Jeśli się nie uda ich osiągnąć, wówczas pod koniec roku budżetowego trzeba będzie ograniczyć wydatki. Według niego, w obecnej sytuacji trudno je ciąć.