Na początku roku, kilka miesięcy po objęciu funkcji prezesa Ruchu, mówił Pan o konieczności restrukturyzacji firmy i zapowiedział poprawę rentowności. Czy uda się zrealizować prognozę 14 mln zł zysku netto w 2002 r.?
Zarówno prognoza przychodów, jak i zysku, nie jest zagrożona. Również wszystkie wskaźniki zarządcze, mimo że są na średnim poziomie, są pozytywne. Po 8 miesiącach spółka wypracowała ponad 2 mld zł przychodów i 10,8 mln zł zysku netto. Do tej kategorii wyników nie należy się jednak zbyt mocno przywiązywać. Moim celem jest wzmocnienie firmy, jej struktury i uspokojenie napięć, które miały miejsce w przedsiębiorstwie. Pracuje tu 7,4 tys. ludzi, mamy 5 związków zawodowych, a konkurencja jest coraz aktywniejsza. Dodatkowo na rynku sprzedaży prasy panują pewne tendencje spadkowe i my też je odczuwamy. Ujemnie na wyniki wpływa nie tylko strategia realizowana przez poprzedni zarząd, polegająca na plasowaniu Ruchu jako firmy posiadającej jedynie kioski, a pomijająca stacje benzynowe, hipermarkety i centra handlowe, gdzie konkurencji udaje się uzyskiwać dużo wyższe obroty.
O ile i jakiego rodzaju koszty udało się zredukować?
Dążymy do redukcji kosztów stałych, w których 50-proc. udział mają obecnie wynagrodzenia. Nie jest to proporcja normalna i będziemy ją zmieniać, zamieniając koszty stałe na zmienne, czyli modyfikując formułę zatrudnienia. Chcemy obniżyć koszty pracownicze o połowę. Dodatkowe środki uzyskamy również ze sprzedaży zbędnego majątku.
W jakiej wysokości?