Na razie inwestorom bardziej odpowiada to, co robi prezydent Francji Jacques Chirac, a więc obniżanie podatków i ignorowanie unijnych zasad regulujących wysokość deficytu, budżetowego. Kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, widząc, że w tym roku przekroczy limit deficytu, postanowił podnieść podatki i składki na ubezpieczenie socjalne, po to, by w przyszłym roku sprostać unijnym wymogom dotyczącym wysokości deficytu budżetowego.
- Niemcy, tak jak Francja, muszą przyspieszyć wzrost gospodarczy, by zwiększyć dochody państwa i zażegnać kryzys budżetowy. Metody Berlina są jednak sprzeczne z wiedzą ekonomiczną, Francja zaś wybrała odpowiedni kierunek - powiedział agencji Bloomberga Wolfgang Ebbecke, prezes paryskiego oddziału niemieckiej firmy Andreas Stihl, największego na świecie producenta pił łańcuchowych.
Niemiecka gospodarka, największa w Europie, odnotowała w III kwartale wzrost o 0,3% i według najnowszego raportu Bundesbanku nie ma tam szans na rychłe ożywienie. Natomiast Bank Francji podniósł swoją prognozę wzrostu gospodarczego dla IV kwartału, gdyż przedsiębiorcy wykazali większy optymizm w minionym miesiącu.
Niemcy i Francja to łącznie prawie połowa gospodarki 12 krajów strefy euro. Rząd Schroedera podniósł składki emerytalne płacone przez przedsiębiorców i pracowników aż o 136 USD miesięcznie na jednego zatrudnionego, by pokryć braki w państwowym funduszu emerytalnym. Stowarzyszenie niemieckich pracodawców BDA określiło to posunięcie jako "truciznę" dla gospodarki. Od poniedziałku niemiecki rząd wprowadził też nowy podatek od dochodów kapitałowych i wynajmu nieruchomości. W ubiegłym tygodniu zmniejszył zaś zwolnienia od podatku energetycznego dla producentów i rolników.
W tym samym czasie Chirac i premier Francji Jean-Pierre Raffarin obniżyli o 5% tegoroczny podatek dochodowy. 9 milionów najmniej zarabiających pracowników otrzymało w październiku jednorazową ulgę podatkową w średniej wysokości 300 euro. Wskaźnik zaufania konsumentów wzrósł wtedy po raz pierwszy od pięciu miesięcy.