Deputowany Dmytro Tabacznyk z "Trudowej Ukrainy" powiedział, że Stelmach sam poprosił o dymisję, choć jeszcze w ubiegłym tygodniu w wywiadzie dla prasy mówił, że NBU pracuje stabilnie, hrywna jest od lat jednym z nielicznych przykładów stabilności w ukraińskiej gospodarce i w związku z tym nie widzi żadnych podstaw, aby rezygnować z zajmowanego stanowiska. Zmiana na stanowisku szefa NBU wynika z umowy, jaką frakcje i grupy, wchodzące do proprezydenckiej koalicji parlamentarnej zawarły w ubiegłym tygodniu przed głosowaniem nad zatwierdzeniem kandydatury Wiktora Janukowicza na stanowisku premiera. Uzgodniono wówczas, że "Trudowej Ukrainie", której liderem jest Tyhypko, przypadnie stanowisko szefa NBU. Umowie patronował prezydent Kuczma. Nowy premier praktycznie od soboty prowadzi rozmowy w sprawie formowania nowego rządu, a pierwszy ukraiński - jak się wyraził - koalicyjny gabinet ma być powołany najpóźniej na początku następnego tygodnia. Zdaniem kijowskich ekspertów, proponując kandydaturę Tyhypki na stanowisko niezależnego formalnie szefa NBU, prezydent Kuczma ustanawia równowagę wpływów trzech konkurujących klanów. Doniecki ma premiera, kijowski - Wiktora Medwedczuka na stanowisku szefa administracji Kuczmy, a dniepropietrowski - stanowisko szefa NBU. Stelmach nie jest związany z żadnym klanem, ani partią polityczną, cieszy się natomiast opinią niezależnego, doskonałego fachowca. Wszystko wskazuje na to, że nie uwikłany w głośne skandale korupcyjne i lubiany na Zachodzie Tyhypko może być kandydatem Kuczmy w wyborach nowego szefa państwa za dwa lata. Mając w sondażach tylko niespełna dwa procent poparcia Tyhypko potrzebuje eksponowanego stanowiska, aby stworzyć sobie nowy wizerunek, zdobyć popularność i zaufanie wyborców. Nikt na razie nie ocenia jak zmiana na stanowisku szefa Banku Narodowego może wpłynąć na sytuację waluty narodowej. Były premier i były szef tego banku Wiktor Juszczenko uważa, że jak najgorzej. "Nie można ambicji karierowicza przeciwstawiać sprawie stabilności Banku Narodowego, rynku finansowego. Wołodymyr Stelmach i obecny zarząd banku świetnie radzi sobie z obowiązkami. Będę apelował do polityków i Tyhypki, aby nie wystawiali na ryzyko stabilności gospodarczej kraju" - powiedział Juszczenko. Stelmacha, jak wszystko na to wskazuje, nic już nie uratuje. Stanowisko szefa NBU stało się ważnym elementem w rozpoczynającej się właśnie walce o przejęcie schedy po Kuczmie i zachowania przez niego kontroli nad sytuacją w kraju po odejściu na emeryturę.