Pewna dama córkę po raz pierwszy za mąż wydawała. Kiedy zadbała już o wszystkie detale z weseliskiem związane, postanowiła i o siebie zadbać. Przywołała ojca panny młodej i opisała, czego jej potrzeba. Małżonek wyszkolony przez 25 lat wspólnego pożycia w niesprzeciwianiu się, rad nie rad, powiózł panią domu najpierw do salonu z fatałaszkami, potem z pantofelkami, aż stanęli przed ladą u jubilera. Tam dama, po długim namyśle, zażyczyła sobie kolię i bransoletę. Usłyszawszy cenę, skromne 7 tys. zł, małżonek musiał się w sobie zebrać, aby trupem na miejscu nie paść. Cóż jednak? Pani każe, sługa płaci.
Nastał dzień ślubu. Mama panny młodej tryskała humorem, zadowolona z córki, trochę z zięcia, a najbardziej z własnego wyglądu. Aż nagle, między rosołem a kotletem spostrzegła, że z jej dłoni ubyło 2 tys. zł. W poszukiwaniu zaginionej bransolety zaangażowani zostali wszyscy goście i orkiestra. Bez skutku.
Los zguby wyjaśnił się dopiero kilka dni potem, podczas familijnego oglądania filmu z ceremonii zaślubin. Wyraźnie widać, że gdy mamuśka obsypuje młodych ryżem, cacko odrywa się z nadgarstka i wypada z kadru. Kasetę wideo zamiast do "Śmiechu warte" dama do producenta biżuterii posłała ze stanowczym żądaniem zwrotu gotówki lub identycznego egzemplarza oraz ulepszenia zapięcia w kolii, która w każdej chwili również może się uwolnić. Jubiler szybko odpowiedział, z wysadzanego eufemizmami listu jedno wynika: odwal się babo, o bransoletce zapomnij, pieniądzach tym bardziej, jak chcesz dodatkowe zabezpieczenie, to zapłać 35 złotych, wtedy zrobimy. A jak jeszcze kiedyś będziesz miała ochotę coś kupić, to możesz do nas przyjść.
Damę w piśmie najbardziej zabolało owe 35 złotych za nowe zapięcie. Nie daje za wygraną. Krążą pisma pomiędzy firmą i klientką, a w końcu sprawa pewnie w sądzie wyląduje. Dama uznaje, że skoro firmie tyle pieniędzy dała, to nowe zapięcie za darmo dostać powinna. Producent - że jak stać ją na biżuterię za 10 tys., to i 20 zł jej nie zbawi.
I zastanawiasz się pewnie Czytelniku, po co ta historia. Oto puenta z Andrzeja Maksymiliana Fredry zaczerpnięta: "Jak otyłość ciału więcej zawadza, niż pomaga, tak zbyteczna fortuna więcej czasem ciąży, niż cieszy". Zamiast więc narzekać na słabość koniunktury i giełdę mizerną, cieszmy się, że konta nasze się nie spasą. Pamiętajmy o tym również w sobotę, kreśląc 6 cyfr w Dużym Lotku. 10 milionów kusi, ale co potem zrobić z takimi pieniędzmi?