Staram się zrozumieć i tego taksówkarza, i wszystkich byłych i jeszcze pracujących górników. Zapewne lepiej może ich zrozumieć mój starszy brat, nie tylko dlatego, że skończył technikum górnicze. Przez 15 lat czerpał przyjemności z bycia jedynakiem. Był NAJ pod każdym względem i wszystko było dla niego. Aż tu nagle usłyszał, że będzie miał braciszka lub siostrzyczkę i dziewięć miesięcy potem spadł z piedestału. Ten sam los spotkał górników. Przez lata byli ukochanymi dziećmi władzy. Głaskano ich i obsypywano przywilejami. Jakie znaczenie miała ponad 20 lat temu książeczka "G", wie tylko ten, kto jej wtedy nie miał i musiał się obejść smakiem. To była przepustka do luksusu. Fakt, górnicy nie dostawali wysokich pensji i przywilejów za osiem godzin symulowania pracy i picia kawy. Musieli się ciężko napracować. Z drugiej strony, władza w dopieszczaniu tej jednej grupy zawodowej poszła za daleko i wciąż zbieramy tego żniwo (bardziej w tym kontekście pasuje urobek).
Dwanaście lat temu zdarzyła się wpadka, której efektem jest nowe dziecko - wolny rynek. Władza zachowuje się jak rodzice, którzy zwykle w takiej sytuacji starają się równo dzieci obdzielić miłością. Jednak to, co na niwie rodzinnej jest cnotą, na poletku państwowym staje się wadą. W starsze dziecko wpompowano już 34 mld zł, a ono wciąż nie może się usamodzielnić. Wciąż nie jest samowystarczalne i czeka na pomoc, wyciąga dłoń do rodziców. W tej sytuacji młodsze dziecko chyba tylko nadmiarowi sił witalnych zawdzięcza to, że wciąż trwa. Rodzice mają dużo pomysłów, co cztery lata nowe, jak sobie ze starszym dzieckiem poradzić, aby w końcu przestało ciążyć. Co nowy program - to lepszy, niestety tylko na papierze. W życiu efektów nie widać. A pierworodny tak się do życia na rodzicielskim garnuszku przyzwyczaił, że ani myśli z tego rezygnować. Groźnie tupie na rodziców, żeby się nie ważyli nic majstrować. Pomysłów na samodzielne życie nie ma żadnych. Jego dewiza to status quo.
Rodzice muszą się jednak zdecydować na drastyczne kroki wychowawcze. Przekonamy się, co przyniesie nowy program naprawczy. Słabo w niego wierzę, ale mocno trzymam kciuki, przede wszystkim dlatego, że osobiście bardziej kocham to młodsze dziecko i z nim wiążę nadzieje. Ono może zapewnić życie starszemu. W drugą stronę to nie zadziała.
PS. Już po napisaniu tego tekstu uświadomiłem sobie, że zostanie wydrukowany w dzień po imieninach Barbary, górniczej patronki. Z tej okazji wszystkim górnikom życzę szczęścia na ziemi i pod nią, a przede wszystkim zdrowego rozsądku i dobrej woli.