Podstawowa stopa w strefie euro wynosi teraz 2,75%, czyli jest niższa o 50 punktów bazowych. Zdaniem większości ekonomistów, decyzja EBC została podjęta w ostatniej chwili, by nie dopuścić do ponownej recesji w strefie euro. Gospodarka tego regionu o rocznym PKB rzędu 7 bln USD w tym roku rozwija się najwolniej od 9 lat. Komisja Europejska w najnowszej prognozie nie wyklucza spadku PKB w I kwartale przyszłego roku.

EBC długo wstrzymywał się z obniżką stóp, chcąc zrealizować swój cel inflacyjny, zakładający wzrost cen poniżej 2%. W listopadzie inflacja spadła do 2,2%, a w 26. z 30 ostatnich miesięcy utrzymywała się powyżej wyznaczonego limitu. 18-osobowa rada EBC podzieliła jednak opinię większości analityków, że nie inflacja jest teraz najpoważniejszym problemem strefy euro. - W wyniku niskiego tempa rozwoju gospodarczego presja inflacyjna coraz wyraźniej słabnie. Natomiast wciąż utrzymują się czynniki zagrażające wzrostowi - uzasadnił decyzję o obniżce szef EBC Wim Duisenberg.

Najtrudniejszym problemem znowu stało się bezrobocie i pod tym względem w całym regionie, ale zwłaszcza w Niemczech, sytuacja jest coraz gorsza. Rząd kanclerza Schroedera próbuje ratować budżet podnoszeniem podatków i składek emerytalnych. A to jeszcze bardziej zwiększa koszty pracy w Niemczech i tak już najwyższe spośród wszystkich państw OECD. To oczywiście nie zachęca pracodawców do zwiększania zatrudnienia, zwłaszcza że nie mają co liczyć na rychły wzrost popytu, bo rodzimi konsumenci z tych samych względów coraz mniej wydają, a najwięksi partnerzy handlowi też dość cienko przędą. Jedynie większy eksport do USA pozwolił Niemcom uniknąć recesji już w III kwartale.

Również centralny bank Szwecji obniżył wczoraj stopy procentowe. Redukcja w tej największej skandynawskiej gospodarce wyniosła 25 pkt. bazowych, ale o tyle samo Riksbank obciął stopy 15 listopada, a więc przed zaledwie trzema tygodniami. Niewykluczone że do tej decyzji przyczynił się najnowszy raport Komisji Europejskiej, która obniżyła przyszłoroczną prognozę wzrostu szwedzkiego PKB do 2,2 z 2,8%.

Bank Anglii nie zmienił wczoraj stóp procentowych. Wynoszą one 4%, ale brytyjska gospodarka stosunkowo dobrze sobie radzi ze światowym spowolnieniem. Bezrobocie spada, a dzięki najniższym od 38 lat kosztom kredytu rośnie popyt tamtejszych konsumentów. Złe wiadomości napływają z przemysłu, który generuje jedną piątą PKB. Bank Anglii zapewne zdecydowałby się ulżyć tej branży, gdyby nie zawrotne ceny na rynku nieruchomości. W listopadzie domy na Wyspach były średnio o 25% droższe niż rok wcześniej i ich ceny nadal rosną. Ekonomiści boją się więc powtórki sytuacji z końca lat 80., kiedy drastyczny spadek cen domów po okresie silnych wzrostów pozostawił wiele brytyjskich gospodarstw domowych z nieproporcjonalnie dużym ciężarem zadłużenia i pogrążył gospodarkę w recesji.