"Analiza nie stwierdza uchybień w realizacji obsługi informatycznej wyborów przez Związek Powiatów Polskich oraz przedsiębiorstwa Pixel i TBD (Terenowy Bank Danych). Przyczyny nieprawidłowości leżą po stronie firmy Prokom oraz w zastosowanym przez nią serwerze IBM" - czytamy w raporcie przedstawionym przez ZPP.
- Uważamy że Pixel zbyt pochopnie przyznał się do winy - twierdzi Rudolf Borusewicz, sekretarz ZPP. Tymczasem Tomasz Szeler, dyrektor Pixel Technology, nadal podtrzymuje, że zawiniła jego firma. - Nie chcę zaprzeczać naszemu zleceniodawcy, ale faktem jest, że znaleźliśmy błąd w naszym oprogramowaniu. Nie mam prawa do oceny roli Pixela w projekcie. Poczekamy na werdykt NIK - mówi.
Zdaniem Prokomu, ekspertyza przygotowana na zlecenie ZPP zawiera wiele błędów. Wynikają one prawdopodobnie z tego, że pracujący na zlecenie Związku ekspert nie miał dostępu do pełnej dokumentacji: danych źródłowych z systemu informatycznego i przygotowanego przez Prokom, na prośbę Krajowego Biura Wyborczego, raportu technicznego dotyczącego przebiegu obsługi informatycznej wyborów. Na prośbę KBW Prokom zobowiązał się nie udostępniać opinii publicznej tego raportu oraz nie komentować jego zawartości do czasu zakończenia pracy Najwyższej Izby Kontroli.
Jeden z zarzutów przedstawionych w raporcie dotyczy tego, że "Prokom zmienił niemal w ostatniej chwili ustalony wcześniej typ bazy danych z Oracle na DB2", co uniemożliwiało skuteczne sprawdzenie działania sprzętu w rzeczywistych warunkach. - Zawsze DB2 był bazą docelową - twierdzi Tomasz Szeler. Podobnego zdania jest prof. Krzysztof Ficoń, ekspert od systemów baz danych Akademii Marynarki Wojennej. - Nie było żadnych zmian zasad gry w ostatniej chwili. Prawda leży jak zwykle po środku. Faktem jest, że Pixel współpracował z Oracle, ale wiedział od początku, że system Prokomu opiera się na DB2 - uważa.
- Komentarz