Podobno niedźwiedzie na zimę zasypiają. Jak pokazała wczorajsza sesja, nasze tylko drzemały, a wczoraj się przebudziły. Wynik sesji jest po prostu fatalny. Pokazuje też, jak "trwałe" były podstawy poprzedniego wzrostu cen.
Już początek sesji nie wróżył niczego dobrego. Ostatnio kontrakty poruszały się w kanale wzrostowym, który można było uważać za korektę spadku z początku grudnia. Przy takim założeniu należało oczekiwać, że w którymś momencie nastąpi wybicie z kanału dołem i kontynuacja spadku. Wybicie to nastąpiło już na otwarciu. Reszta sesji to już smutne następstwo tego sygnału. Niemal nieprzerwany spadek wartości kontraktów do końca sesji. Nie pomagały lepsze dane makro. Już po 14. 00 wiedzieliśmy, że dynamika produkcji przemysłowej była wyższa od oczekiwanej. Rynek jednak na to nie zareagował.
Mamy więc dość rozwinięty trend spadkowy. Wczoraj został zatrzymał się na poziomie wsparcia w okolicach 1165-1970 pkt. Czy można liczyć, że to już koniec? Zamknięcie na poziomie minimum każe w to wątpić. Skoro mamy trend spadkowy, zastosujmy narzędzia, które pomogą w rozpoznaniu krystalizowania się ewentualnego trendu wzrostowego. Najprostszym rozwiązaniem jest poszukanie najbliższego poziom oporu, którego przebicie mogłoby przynieść większe wzrosty. W tej chwili takim oporem wydaje się spadkowa linia trendu. Jej obecny poziom to okolice 1200 pkt. Zatem dopóki nie zostanie ona przebita, można przyjmować, że spadek będzie kontynuowany. W tej chwili poziom też jest o tyle ważny, że w jego pobliżu przebiega obecnie średnia krocząca, która także może okazać się oporem w przypadku ewentualnych wzrostów.
Wczoraj wielkość obrotu na serii marcowej przeważyła obrót serii grudniowej. Z tego względu, mimo że do wygaśnięcia pozostały jeszcze dwa dni, od dziś w naszych wykresach będą uwzględniane ceny "marca".