Cena ropy naftowej znowu wczoraj wzrosła, a cena złota skoczyła do poziomu najwyższego od marca 1999 r. Inwestorzy zwiększyli zakupy tych surowców w obawie, że wojna z Irakiem zakłóci dostawy ropy na światowy rynek i spowoduje jeszcze większe spowolnienie wzrostu czołowych gospodarek.

Koła dyplomatyczne Nowego Jorku oczekują, że inspektorzy rozbrojeniowi ONZ w Iraku uznają, iż w niedawnym raporcie kraj ten ukrył informacje na temat broni masowego rażenia. Upoważniłoby to Stany Zjednoczone do stwierdzenia, że Irak naruszył rezolucję Rady Bezpieczeństwa, zobowiązującą go do przedstawienia "aktualnego i pełnego raportu o programach broni biologicznej, chemicznej i nuklearnej". A to zwiększyłoby prawdopodobieństwo wojny. Wojna zaś mogłaby zmniejszyć dostawy z rejonu Zatoki Perskiej, skąd pochodzi jedna trzecia tego surowca. Sytuacja jest tym bardziej napięta, że strajki w Wenezueli praktycznie sparaliżowały przemysł petrochemiczny tego kraju, a jest on czwartym eksporterem ropy do Stanów Zjednoczonych. Wczoraj po południu na londyńskiej giełdzie paliwowej baryłka ropy gatunku Brent kosztowała 29,13 USD, czyli o 2,2% więcej niż na środowym zamknięciu.

Złoto drożeje nie tylko dlatego, że uznawane jest za bezpieczną lokatę i każde polityczne zamieszanie zwiększa popyt na ten kruszec. Zwyżce cen sprzyja też słabnięcie kursu dolara wobec euro i jena, co sprawia, że złoto staje się tańsze dla inwestorów spoza Stanów Zjednoczonych. Na popołudniowym fixingu w Londynie za uncję płacono wczoraj 345 USD. W tym roku złoto zdrożało już o jedną czwartą.

Miedź znowu wczoraj staniała i jej tona na giełdzie metali w Londynie kosztowała po południu 1589 USD, a więc o 8 USD mniej niż na środowym zamknięciu.