Piątkowa sesja była pewnie ostatnią w tym roku, na której był w miarę przyzwoity obrót. Najbliższe notowania będą bowiem już zdecydowanie mniej zajmujące, ze względu na okres świąteczny. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że spora grupa graczy zrobi sobie dwutygodniową przerwę i na rynku pojawi się dopiero po Nowym Roku.

Trzeba jednak przyznać, że już w piątek aktywność graczy zdecydowanie spadła. Punktowa rozpiętość sesji nie przekroczyła nawet 14 pkt., więc o zyski z daytradingu było bardzo trudno. Przez większość sesji ceny wahały się w dość wąskim kanale. Nie pomogły publikowane o 14:30 dane o amerykańskim PKB. Okazały się one dokładnie takie, jakich spodziewał się rynek. Trudno się dziwić, że zostały one przyjęte ze stoickim spokojem. W końcowej części sesji, tuż przed rozpoczęciem notowań w USA, mocniej zaatakowała podaż, potwierdzając tym samym swoją dominację na rynku w tym tygodniu.

Wykresy, na który by nie spojrzeć, wyglądają fatalnie. Nic tu nie zapowiada oczekiwanej przez część graczy wzrostowej jazdy w ramach "robienia" wyników na koniec roku. Na tygodniowym wielka czarna świeca. Na dziennym nie lepiej, po dużej czarnej świecy brak popytu, by choćby zbliżyć się do jej połowy. Wykres godzinny to środowy wodospad i mizerna korekta. Popyt nie był w stanie zagrozić nawet pierwszemu oporowi, nie wspominając o spadkowej linii trendu.

Wnioski są więc dość proste. Należy liczyć się z dalszymi spadkami, a te oczekiwania mogłoby zmienić dopiero pokonanie wspomnianej linii. Czy nastąpi to w ciągu najbliższych "dziwnych" sesji? Jeśli nawet, to ze względu na prawdopodobny mały obrót nie będą to sygnały wiarygodne. Najpewniej czeka nas, jakże częsta w tym roku, konsolidacja.