Tak sobie myślę, że to znak czasów, ta Palma na rondzie de Gaulla w Warszawie (tak, tak - na środku ronda stoi sobie olbrzymia palma, powaga!). No więc, kiedy idę sobie po śniegowym błotku Nowego Światu, tak np. w kierunku Giełdy, duszę się ze śmiechu. Palma jest OK. Jako signum temporis idealna. Palma po prostu to ładne określenie tego, co nas na kapitałowym rynku otacza.
Jasne, właściwie to kaktus nam wszystkim powinien wyrosnąć w łapach ze względu na czasy, jakich dożyliśmy. Z jednej strony dzieją się rzeczy fajne - Unia nas chce (z oporami, ale zawsze), pewnie będziemy zarabiać w euro, polskie wojsko będzie miało samoloty i transportery zamiast antyków (tylko czy będzie miało paliwo i amunicję...)... Z drugiej - normalnemu człowiekowi w głowie się nie śniło, jak bezczelnie działać będą cwaniacy i bandyci gospodarczy. Poza "normalką" (gangi, haracze, wymuszenia i tym podobne atrakcje), mamy do czynienia z erupcją zupełnie podstawowych zasad etyki i uczciwości.
Piszę o tym wszystkim patrząc na rozkładanie spółek na oczach wszystkich. Patrzę, patrzę i nie mogę wyjść ze zadziwienia. Kiedy PARKIET przestrzegał ładny czas temu przed korozją rynku kapitałowego, zarzucano autorom (w tym dość często wyżej podpisanemu) defetyzm. Lata sobie mijały, PARKIET pisał, złość na rzekomy defetyzm wcale nie słabła, a fundamenty szlag trafiał równo. O wprowadzeniu zasad "corporate governance" gadano bez końca doprowadzając do tego, że wprowadzenie ich w przyszłym roku będzie przypominało bardziej próbę odmładzania zniedołężniałych starców (spółek, jakby ktoś miał inne skojarzenia), aniżeli wyznaczenie faktycznego standardu rynku. Traktowanie małych czy średnich indywidualnych akcjonariuszy jako mało inteligentnego źródła kasy przy ich pasywności i bezsile, wyrządziła olbrzymie szkody wizerunkowe i finansowe naszemu rynkowi.
Dostaję czasami życzenia świąteczne od tych, których działalność uważam za szczyt bezczelności. Brakuje tylko, by na kartce tej pojawił się dopisek "A widzisz naiwniaku, ty sobie tam coś pisałeś, gardłowałeś, nawet mnie chcieli ścigać i co? Całkiem fajnie mi się wiedzie, nie?" Pamiętacie te opowieści science fiction o świetlanych perspektywach, o nowych odkrywczych konceptach na biznes, o fuzjach, podbojach... Dużo było przy tym zadęcia medialnego, bufonady. Co się dzieje z pomysłodawcami, którzy zgarnęli Waszą kasę. Nic. No może trochę ich komfort psychiczny ucierpiał, bo ktoś zdesperowany może im dać zwyczajnie w łeb. Ale za ich ochronę przecież także zapłaciliście. Szczerze mówiąc, gdybym stracił jakieś 70 czy 90% swojej kasy zawierzając opowiastkom utalentowanych biznesmenów roku, globu i posiadaczom tym podobnych dyrdymalskich certyfikatów to chyba by mi faktycznie palma odbiła. Może zresztą większości odbiła i dlatego na rondzie nieopodal naszej giełdy kochanej palma sobie rośnie?
Ja wiem, że niektórzy zarzucą mi, że przecież pisałem ostatnio, że myślę, iż w nowym roku będzie lepiej. Więc niby głupio tak truć przed samymi świętami, ale optymizm nie zmienia gorzkiej opinii o jakości światka spółek, za przeproszeniem, publicznych. O tych, które poza giełdą, szkoda pewnie nawet pisać i gadać. Tak na nowy rok - przykręćcie trochę śrubę menedżerom waszych firm. Patrzcie uważniej na ręce współakcjonariuszom. Zamiast kwękać, nie dajcie się nabijać w butelkę. Brońcie swoich praw przez kluby czy stowarzyszenia inwestorów. To na pewno się opłaci i będzie znacznie bardziej efektywne niż szukanie winnych Waszych klęsk wśród dziennikarzy, analityków, łysych czy cyklistów. Niech palma będzie z Wami. Ale raczej ta z ronda de Gaulla.