Z początku tygodnia byki zakończyły wzrosty tuż pod oporem ustanowionym przez ostatnie szczyty, co zbiegło się dokładnie z poziomem drugiego ramienia hipotetycznej formacji głowy z ramionami. Po krótkiej konsolidacji doszło do wybicia dołem i spadki powstrzymane mogły być dopiero na luce hossy. Z kolei ruch powrotny w ostatnich dniach, zgodnie z prawidłami analizy technicznej, sięgnął jedynie oporu wyznaczonego przez dolny zasięg wspomnianej konsolidacji. Tak więc widmo formacji głowy z ramionami nadal straszy.

Powiem jednak szczerze, że patrząc na rozkład obrotów na ostatnich sesjach, zachowanie rynków zagranicznych i reakcje inwestorów na niektóre negatywne informacje, zaczynam nabierać sporych wątpliwości co do szans na głębsze spadki. Nie neguję tutaj przewartościowania większości giełdowych spółek ani braku perspektyw na hossę w dłuższym terminie. Mimo to, początek roku wyraźnie pomaga bykom i taka sytuacja może się utrzymać aż do końca stycznia, gdy raport ONZ zakończy okres wyczekiwania na wojnę w Iraku, a banki centralne powiedzą kilka kolejnych cierpkich słów o gospodarce, nie ratując giełd znaczącymi obniżkami.

Choć głowa z ramionami rysowana jest na razie jak po sznurku, to na przyszły tydzień wstrzymałbym się z jakimikolwiek prognozami i poczekałbym na wyjście kontraktów nad szczyty konsolidacji z początku tygodnia, bądź na zamknięcie luki hossy, która po ostatnim teście stała się istotnym wsparciem. Na nieco emocjonalnym ostatnio rynku lepiej poczekać na jasny sygnał do zajęcia nowych pozycji. Długo to raczej nie potrwa, bo impulsem do większych zmian powinny stać się przyszłotygodniowe publikacje siedmiu amerykańskich gigantów, m.in. Microsoft, Intel, GE, GM, Sears, FleetBoston czy w końcu IBM. Dla giełd to wybuchowa mieszanka.