Reklama

Informatyka wreszcie da zarobić

Coraz większą rolę odgrywają w portfelach funduszy emerytalnych spółki z WIG20. Są duże, płynne i przede wszystkim ich posiadanie nie grozi odejściem od średniej rynkowej - mają je bowiem wszyscy. Jednak w nadchodzącym roku sytuacja może ulec zmianie - fundusze emerytalne coraz większe nadzieje wiążą ze spółkami informatycznymi, a mniej przychylnie mówią o bankach.

Publikacja: 18.01.2003 09:04

Fundusze emerytalne odgrywają coraz większą rolę na warszawskiej giełdzie. Już na przełomie 1999 i 2000 r. ich obecność wystarczyła, aby tzw. hossie internetowej nadać rozpędu. W roku 2002 OFE pełniły funkcję stabilizatora. Przeciągające się spowolnienie gospodarcze w krajach Unii Europejskiej i w USA oraz afery ksiegowe w tym ostatnim kraju dały się rynkom mocno we znaki. Na tym tle polska giełda wyglądała dosyć zacisznie - nie było wzrostów, ale i spadki były niewielkie. WIG20 na koniec 2002 r. był tylko o 2,7% poniżej poziomu z końca 2001 r.

OFE uspokoiły rynek

Ta stabilizacja to zasługa funduszy emerytalnych. Ubiegły rok był bardzo mizerny pod względem debiutów - więcej spółek ubyło, niż przybyło na warszawskim parkiecie. Tymczasem strumień pieniędzy z ZUS płynął sporym, choć nierównym strumieniem. W ciągu roku aktywa OFE wzrosły o przeszło 22 mld zł. Część z tych środków trafiła na GPW - o ile na początku 2002 r. wartość akcji w portfelach funduszy wynosiła 5,3 mld zł, to na koniec roku było to już ponad 8,2 mld zł.

W rytm przelewów żyła też giełda - a stan indeksu w coraz większym stopniu zależał od tego, czy fundusze decydowaly się na kupno akcji, czy też wolały kupować obligacje. Korelacja między udziałem akcji w portfelach OFE a wartością WIG20 jest bardzo silna - choćby wzrosty ze stycznia ubiegłego roku zostały spowodowane dużymi zakupami akcji, dokonywanymi przez OFE. Potem historia powtórzyła się na wiosnę. Z kolei dołki na GPW zbiegły się z okresami, gdy fundusze bardzo silnie redukowały akcje.

To, że OFE rządzą WIG20, wynika stąd, że w spółki z tego indeksu fundusze inwestują najwięcej. O ile w grudniu 2001 r. walory firm z WIG20 stanowiły 74,20% portfela akcyjnego, to rok później było to już 78,23%. Jeden z funduszy - Sampo - kompletnie zrezygnował z innych spółek, choć jego portfel akcyjny nie naśladuje w całości składu głównego indeksu. Co jest przyczyną takiej koncentracji na firmach z WIG20?

Reklama
Reklama

- To są największe i najbardziej płynne spółki - powiedział Robert Garnczarek, zarządzający aktywami OFE Zurich. - W rezultacie również ryzyko inwestycyjne jest najmniejsze.

Inni zarządzający wskazują także na mizerię, jaką stanowią spółki spoza głównego indeksu. - Bardzo mało jest innych spółek, spełniających choćby minimalne kryteria inwestycyjne - powiedział Adam Chełchowski, wiceprezes PTE Credit Suisse Life&Pensions.

Inną - i być może równie ważną jak płynność - przyczyną koncentracji funduszy emerytalnych na dużych spółkach jest to, że mają je wszyscy. A dzięki sposobowi liczenia minimalnej stopy zwrotu, równanie do średniej jest w biznesie emerytalnym równie ważne, jak wyniki. O średniej decydują zaś największe fundusze. - Nawet spółki średniej wielkości powoli wypadają z kręgu zainteresowania dużych funduszy. W rezultacie portfele będą coraz bardziej skoncentrowane - mówi A. Chełchowski.

Najwięcej jest banków

Główną rolę w WIG20 odgrywają banki, nic więc dziwnego, że stanowią trzon inwestycji funduszy emerytalnych. Na koniec 2002 r. ich walory stanowiły blisko 30% portfela akcyjnego OFE. Na pierwszym miejscu znalazł się Pekao SA, na drugim - BPH PBK. Poza portfelami funduszy, pozostały tylko małe banki, które i tak w większości mają dużych większościowych udziałowców, jak Bank Czestochowa czy Nordea Bank.

Taka koncentracja wynika z faktu, że banki mimo wszystko nieźle radziły sobie z recesją. W górę szły także ceny ich akcji, na czym skorzystały także fundusze emerytalne. Jednak możliwe, że wkrótce zmieni się nastawienie funduszy emerytalnych do tych instytucji.- Banki powoli robią się za drogie - uważa Waldemar Gębuś, dyrektor Departamentu Inwestycji PTE Dom. - Po czasie kiepskiej koniunktury gospodarczej będą wychodziły na jaw pewne rzeczy, do tej pory nie ujęte w rezerwach. Poza tym, spadną stopy zwrotu z papierów skarbowych - banki już nie będą mogły po prostu pożyczyć pieniędzy od kilentów za kilka procent i zainwestować je w bon skarbowy na kilkanaście procent. Będzie im trudniej zarobić, będą musiały zawalczyć o klientów, a do tego - moim zdaniem - polskie banki nie są przygotowane.

Reklama
Reklama

Jednak inni zarządzający liczą na większy popyt na kredyty.

- Wprawdzie marże banków będą musiały się skurczyć, jednak ożywienie gospodarcze w parze ze spadkiem stóp zadecydują o wzroście akcji kredytowej - uważa Robert Garnczarek.

Budownictwo

nie spełniło nadziei

Gorzej wygląda zaangażowanie funduszy emerytalnych w akcje spółek budowlanych. Pozornie jest nieźle, jako że w sektorze tym OFE ulokowały blisko 600 mln zł, co daje budownictwu czwarte miejsce na liście inwestycji branżowych funduszy. Na liście spółek, w których OFE zwiększyły zaangażowanie, także jest sporo firm z tej branży. Jednak w porównaniu z tym, jakie nadzieje pokładano w sektorze budowlanym, sprawa wygląda nie najlepiej.

Przed rokiem prognozowano bowiem, że na spodziewanym ożywieniu gospodarczym w dużym stopniu skorzystają firmy budowlane, których portfele będą puchły od zamówień. Jednak ożywienia w tym roku nie było, a w budownictwie było jeszcze gorzej niż gdzie indziej. O ile spadki produkcji przemysłowej - wg GUS - były kilkuprocentowe (w najgorszym razie), to w budownictwie doszło do prawdziwego załamania.

Reklama
Reklama

W rezultacie z portfeli OFE zniknęło kilka firm, które bądź zostały przejęte przez inwestorów, bądź wpadły w poważne kłopoty finansowe. Ale zarządzający uważają, że zła sytuacja w budownictwie i niewielkie zainteresowanie firmami z tej branży nie są skutkami tylko spowolnienia gospodarczego. - Budowlanki przez ostatnie dwa lata praktycznie u nas nie było - mówi Waldemar Gębuś. - Poza Projprzemem, nie mamy praktycznie nic. To była świadoma decyzja. Jednak bardzo chętnie zainwestowałbym w dobrą firmę budowlaną - taką, jaką był Mitex, który mieliśmy. Przyniósł wysoką stopę zwrotu, sprzedaliśmy go po dobrej cenie w wezwaniu ogłoszonym w środku recesji w budownictwie. Jednak po prostu nie widzę dobrych firm budowlanych. I wydaje mi się, że w dużym stopniu jest to problem managementu.

Ożywienie gospodarcze może jednak pomóc - wzrost zapotrzebowania na usługi budowlane bez wątpienia podbije zyski firm z branży i jednocześnie odsunie na dalszy plan problem złego zarządzania. Poza tym, na rynku nadal widać głód mieszkań. Ceny pożyczek hipotecznych spadają coraz niżej i - jak wynika z wstępnych danych - stanowią coraz większą część portfeli kredytowych banków, i to mimo stagnacji gospodarczej. Jeśli ożywienie gospodarcze podniesie płace i zwiększy grono osób, zainteresowanych zakupem własnego M na kredyt, firmy budowlane zyskają na tym najwięcej.

Problem polega jednak na tym, że nie nastąpi to szybko. Poza tym, takie same oczekiwania, formułowane wobec firm z branży przed rokiem, nie spełniły się i nikt nie może wykluczyć, że rok 2003 przyniesie kolejne rozczarowanie. Stąd też w najbliższym czasie trudno spodziewać się zwiększonego popytu OFE na akcje budowlane.

Czas informatyki?

Jeśli nie banki i nie firmy budowlane, to co? Odpowiedź zarządzających jest taka: firmy informatyczne. Za nadmierną wiarę w zyski z firm tzw. nowych technologii dwa lata temu słono zapłacili inwestorzy, wśród których były także i fundusze emerytalne. One bowiem w dużym stopniu zwiększyły impet, z jakim walory tych spółek parły na północ. Potem jednak nastąpił dwuletni okres strat. Nawet wtedy jednak firmy informatyczne nie wypadły z orbity zainteresowania OFE. Prokom i ComputerLand od początku należały do ulubieńców funduszy emerytalnych i rok 2002 tego nie zmienił. W obu tych firmach fundusze zwiększyły swoje zaangażowanie, a w drugiej mają już ponad 30% akcji.

Reklama
Reklama

Wprawdzie na liście spółek najchętniej sprzedawanych przez OFE w minionym roku króluje Softbank, a wysokie miejsca okupują inne firmy z branży, jednak łącznie w spółkach informatycznych fundusze ulokowały blisko 600 mln zł - niewiele mniej niż w firmy budowlane. Na dodatek, spora część akcji została kupiona dosyć niedawno.

- Świadomie zwiększyliśmy ekpozycję w firmy informatyczne w IV kwartale ubiegłego roku - powiedział Waldemar Gębuś. - Wynika to m.in. z faktu, że jest to branża mocno przeceniona.

Niskie ceny akcji firm to nie- jedyne przyczyny, dla których - zdaniem zarządzających - warto mieć firmy informatyczne w swoim portfelu. Na ich korzyść zacznie działać wiele innych czynników. Przede wszystkim na informatyzację czekają kolejne dziedziny życia publicznego. Problemem był brak pieniędzy, wynikający z dziury w budżecie, którą przez minionych kilka lat próbowali załatać kolejni ministrowie finansów. Oczekiwane ożywienie gospodarcze może bowiem wpłynąć na lepszą kondycję budżetu. Innym źródłem pieniędzy na inwestycje informatyczne ma być kasa Unii Europejskiej.

- Jest szansa, że za pieniądze UE zostanie dokonana informatyzacja i w sądownictwie, i w policji, i w administracji - powiedział Adam Chełchowski.

Poza tym, przed rokiem 2000 wiele firm dokonywało modernizacji i sprzętu, i rozwiązań informatycznych, bojąc się skutków tzw. pluskwy milenijnej. Stąd też się wzięło załamanie popytu po przejściu przez magiczny rok 2000.

Reklama
Reklama

- Czas życia takich rozwiązań to trzy lata i wkrótce trzeba będzie to wszystko unowocześniać - uważa A. Chełchowski.

Jednak nawet w przypadku firm informatycznych zarządzający zachowują ostrożność. W końcu Polska ma wstąpić do Unii Europejskiej w roku 2004, a nie w bieżącym. - Zapewne wzrost popytu na usługi i sprzęt informatyczny nie nastąpi zaraz, a raczej pod koniec roku, ale sądzę, że wkrótce tego typu prognozy zaczną być uwzględniane w cenach akcji i oczekiwaniach rynkowych - powiedział W. Gębuś.

Jest miejsce i dla małych

Rok ubiegły pokazał także, że fundusze emerytalne bardzo chętnie inwestują w firmy debiutujące na parkiecie. I to nawet wtedy, gdy nie są to duże debiuty. Takich bowiem w 2002 r. nie było. Jednak na liście giełdowych inwestycji OFE są wszystkie nowe firmy na parkiecie. Z czego to wynika?

- To jest i głód nowych akcji, i okazja zarobku na debiucie - mówi Adam Chełchowski. - Poza tym wiele spółek ma już ustabilizowany akcjonariat i trudno kupić ich walory. Sam na przykład nie kupiłem kiedyś LPP na debiucie i potem już nie mogłem dokupić ich akcji na giełdzie, bo sprzedawano po trzy akcje.

Reklama
Reklama

Na dodatek, nie wszystkie fundusze unikają małych firm. W przypadku OFE Dom spólki spoza WIG20 stanowią prawie 50% portfela akcyjnego. - To jest konsekwencja realizowanej przez nas strategii - od początku nie unikamy małych i średnich spółek, jeśli są dobre fundamentalnie - mówi Waldemar Gębuś, dyrektor Departamentu Inwestycji PTE Dom. - Przykładem mogą być tutaj Cersanit czy Stomil Olsztyn, spółki, których nie ma w WIG20, a których walorów mamy dużo. Jednak stopy zwrotu osiągnięte na tych akcjach mówią same za siebie.

Jego zdaniem, inwestowanie w małe spółki ma także inne zalety. - Od początku działalnia funduszy emerytalnych WIG20 spadł przeszło o 20%, tymczasem WIG - o 8,6%. Mało tego, nawet spadek indeksu NFI był mniejszy niż spadek WIG20 - powiedział W. Gębuś.

OFE-hossa będzie za rok

W tym roku fundusze emerytalne mają dostać 11,5 mld zł. Tyle zapisano w budżecie. Fundusze emerytalne lokują zwykle od 25 do 30% swoich aktywów w akcje spółek. Oznacza to, że na giełdę może w tym roku wpłynąć od 2,9 do 3,4 mld zł. Jak pokazał miniony rok, takie sumy wystarczą, aby ustabilizować ceny na warszawskim parkiecie, jednak są zbyt małe, by wywołać hossę. Do tej ostatniej potrzebne jest ożywienie gospodarcze. Chyba że fundusze dostaną większe kwoty.

Owe dodatkowe pieniądze to długi ZUS wobec klientów OFE, które sięgają teraz ok. 10 mld zł. Jak stwierdziła prezes ZUS Aleksandra Wiktorow, trzeba najpierw zidentyfikować wszystkie zaległości, a dopiero potem spłacać je obligacjami. A to będzie możliwe w 2004 r.

Na spłacie długów mocno skorzysta giełda. Po prostu fundusze przestaną kupować obligacje skarbowe w takiej skali, w jakiej miało to miejsce dotychczas, a większe kwoty popłyną na parkiet. Mniej więcej dwukrotnie większe. Jeśli do tego dodać zbliżające się wejście Polski do Unii Europejskiej, które ma nastąpić w 2004 r., to przyszly rok może przynieść duże wzrosty cen akcji. A część inwestorów zapewne spróbuje zająć pozycję już w roku 2003.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama