Światowe rynki akcji zaczynają coraz bardziej obawiać się nadciągającego konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie. Ryzyko jego wybuchu rośnie, bowiem ekipa inspektorów pod wodzą Hansa Blixa odkryła materiały, których Irak posiadać nie powinien. A termin prezentacji raportu na forum ONZ wypada za kilka dni.

Analitycy są zgodni, że rynki akcji będą w głównej mierze dyskontowały długość wojny w Zatoce i jej wynik. W najczarniejszych scenariuszach eksperci prognozują, że jeżeli konflikt będzie długotrwały i wiązać się będzie z uczestnictwem wielu państw arabskich, wówczas ceny ropy naftowej poszybują nawet do niewyobrażalnych obecnie 90 USD. Wynik starcia na Bliskim Wschodzie nie jest sprawą tak oczywistą, jak podczas operacji Pustynna Burza.

Indeksy amerykańskie przełamały średnie kroczące, co jest sygnałem do pozbywania się akcji. Motywów, które napędzałyby wyprzedaż, nie brakowało na ostatnich sesjach. Coraz więcej firm zza oceanu publikuje wyniki finansowe za IV kwartał 2002 r. Niestety, ostatnio posiadacze akcji największych korporacji nie mogą być zachwyceni. Większość firm zawodzi swoich akcjonariuszy. W tym gronie były akcje bankowe: Citigroup i JP Morgan Chase. Kolejny raz rozczarował Eastman Kodak, który dodatkowo ogłosił potrzebę zwolnienia prawie 3 tys. pracowników. Do końca tego tygodnia przedstawi swoje raporty ponad 1/3 spółek ze średniej przemysłowej i 1/5 z "pięćsetki" S&P. Na razie jest słabo i poza pozytywnymi wyjątkami, jak Motorola czy Pfizer, nie widać poprawy rezultatów.

Od dłuższego czasu swoimi ścieżkami chodzi rynek japoński. Nie inaczej jest tym razem. W Stanach Zjednoczonych i Europie przeważają spadki, natomiast w Kraju Kwitnącej Wiśni niewielkie zwyżki. To wątpliwe pocieszenie dla posiadaczy akcji samurajskich. Od wielu kwartałów bessa ma się tam dobrze. Na razie poziom 8350 pkt. powstrzymał podaż i Nikkei 225 rozpoczął korektę spadków.

Do końca stycznia powinna utrzymywać się dekoniunktura na rynkach akcji. Wtedy poznamy więcej szczegółów na temat ewentualnego konfliktu w Zatoce.