Kiedy ktoś wygaduje wierutne bzdury, można popukać się (znacząco...) w czoło, obrócić na pięcie lub zwyczajnie trochę się pośmiać. Gorzej, jeśli bzdury wygadują ludzie, którzy noszą przy sobie magnetyczne karty uprawniające do głosowania w Sejmie. Obserwując piątkowe popisy sejmowych polityków nawołujących do - jak powiedział jeden z nich - "rozwiązania problemu NBP", nie sposób było nie zaniepokoić się o przyszłość.
Populiści wciskają ludziom niesamowitą wręcz ciemnotę. I tak to np. według jednego z piątkowych "mówców", Polska była przed przemianami systemowymi "krajem o rozwiniętym przemyśle i rolnictwie" i "niewielkim zadłużeniu". Inny zachwycał się swoimi przeżyciami po wizycie w bratniej Chińskiej Republice Ludowej. Polemizowano z tezą o potrzebie zachowania stabilności polskiego pieniądza przez dbałość o niski poziom inflacji. Po raz kolejny wymyślano sposoby na rozdanie rezerw dewizowych Państwa. I, jak zwykle, kopano w bank centralny.
Cała ta farsa miała miejsce przy okazji pierwszego czytania niekonstytucyjnego projektu nowelizacji ustawy o NBP. Niekonstytucyjnego, co oznacza, że debata - poza żenującym poziomem merytorycznym - była bez sensu z formalnego punktu widzenia. Jak żartował jeden z obecnych w Sejmie dziennikarzy, obecny Sejm może nawet zajmować się ustawą o tym, żeby czwartek był piątkiem i - jak widać na przykładzie ostatnich wydarzeń - nikt nie zabrania posłom takich zabaw. Za nasze pieniądze. Także za nasze pieniądze posłowie straszyli publikę telewizyjną (bo obrady były transmitowane) apokalipsą czekającą nasz kraj, jeśli ich światłe pomysły nie zostaną wcielone w życie. No i apokalipsa nas faktycznie czeka, jeśli ludzie tego pokroju dorwą się do władzy w jeszcze bardziej wyraźny sposób niż dzisiaj. Używając porównania ze starego dowcipu, przy pomysłowości wielu polskich polityków, nawet na Saharze zabrakłoby szybko piasku.
Polityków macie Państwo takich, jakich sobie wybieracie. I to właśnie Wy, jako wyborcy, pozwalacie robić nas wszystkich w... Ja w każdym razie tak się właśnie czuję, gdy z coraz większym zażenowaniem obserwuję obrady Sejmu. I gdy muszę czytać teksty w zagranicznych me-diach, które trąbią o polskich aferach i aferkach. Wstyd po prostu i tyle. Śmiać się? Płakać? Właściwie nie wiadomo, bo jeśli śmiech, to przez łzy.
Na szczęście - jak zresztą zauważyła jedna z niewielu sensownych postaci w Sejmie Zyta Gilowska - jest jeszcze Trybunał Konstytucyjny. Dodajmy: jest jeszcze konstytucja. I jest prezydent. Tylko czy w Polsce jest jeszcze na tyle zdrowego rozsądku, by zablokować rozkwitającą głupotę?