We wstępie "Warunków emisji i obrotu" Komisja Papierów Wartościowych i Giełd zwraca szczególną uwagę potencjalnych inwestorów na czynniki ryzyka inwestycyjnego, związanego z obrotem kontraktami terminowymi, oraz informuje, że nie ponosi z tego tytułu odpowiedzialności. Złośliwie można wyciągnąć z tego wniosek, że Komisja jest po prostu "nieodpowiedzialna".

Złośliwość wynika z wczorajszego incydentu, jakim było poranne zlecenie sprzedaży kontraktów, które niemal na pewno było pomyłką jednego z inwestorów. Analogiczny przypadek mieliśmy tuż po wprowadzeniu Warsetu. Wtedy luki w zabezpieczeniach jednego z domów maklerskich umożliwiły złożenie zlecenia, w którym pomylono ilość z limitem. Co gorsza, doszło do tego w tym samym biurze maklerskim. Wprawdzie w skutek połączenia biur zmieniono system, ale widać błędy pozostały. Pozostają też retoryczne pytania, jak mogło po raz kolejny dojść do takiej sytuacji i czy za każdym razem, składając zlecenie z limitem aktywacji, musimy się obawiać podobnego zachwiania rynkiem?

Oczywiście, wszystko jest w porządku, jeśli ktoś kierując się filantropijnymi pobudkami, chciał zapewnić uczestnikom rynku trochę emocji. Tylko wtedy nie mielibyśmy zapewne ani mocnego dołowania akcji Pekao, ani ewidentnego szybkiego zamykania dużej krótkiej pozycji na godzinę przed końcem sesji. Spadek liczby otwartych pozycji i analiza obrotów odpowiadają porannej wpadce. Jedni powiedzą, że wyjście z tej inwestycji z małą stratą to szczęśliwy zbieg okoliczności, inni z kolei słabości rynku kasowego upatrywać będą właśnie w dużej krótkiej pozycji, zrzuconej na karb jednej z większych instytucji. Tak dziwna sesja i wyjątkowo niskie obroty na pozostałych akcjach nie pozwalają stawiać na najbliższą sesję odważniejszych prognoz.