Reklama

Mały wielki kraj

Publikacja: 01.02.2003 09:03

Estonia jest małym państwem, które robi dużą furorę. Gospodarka tego kraju pozbawiona surowców i położona daleko od głównych szlaków transportowych okazuje się jedną z najbardziej prężnych i najbardziej liberalnych w Europie.

Obliczany co roku przez Heritage Foundation Indeks Wolności Gospodarczej w ostatniej edycji uplasował nasz kraj na 66. miejscu (ostatnim spośród dziesięciu kandydatów do UE), podczas gdy Estonia wywindowała się na miejsce... szóste! Abyśmy się dobrze zrozumieli: Estonia jest szóstym wśród najbardziej otwartych i wolnych pod względem gospodarczym krajów świata.

Estonia jest wolnym krajem, ale czy jest bogatym? Przeciętny Polak wytworzył w zeszłym roku ok. 17% mniej dochodu niż przeciętny Estończyk. Od 1997 r. polski PKB na mieszkańca (w euro wg parytetu siły nabywczej) wzrósł o 26,5% w porównaniu z 31,8% w Estonii. W tym samym czasie przeciętna pensja (liczona w euro) wzrosła o 96% w Polsce, ale tylko o 44% w Estonii. Prosty wniosek mówi, że nasi północno--wschodni przyjaciele ze znacznie większego wypracowanego dochodu mniejszą część przeznaczyli na konsumpcję.

Fakty te zdumiały mnie na tyle, że zagłębiłem się w szukanie przynajmniej częściowych wyjaśnień sukcesu "małego kraju, który potrafi".

Na początek natknąłem się na zaskakująco proste stwierdzenie byłego premiera Estonii Marta Laara: - W niektórych krajach postkomunistycznych w okresie transformacji niewystarczająco doceniano istotę praworządności, co okazało się dużym błędem. Żadna miara ogólnego zrozumienia, najlepszych chęci, czy pobożnych życzeń nie może zastąpić solidnej i ciągle usprawnianej infrastruktury prawnej. Gospodarka rynkowa i demokracja nie mogą istnieć bez kodeksów, jasno określonych praw własności, i funkcjonującego systemu sądowego. Przez prostotę i dobitność tego stwierdzenia przebija stanowczość działań autora. Mam wrażenie, że to nie było tylko gołosłowie, ale że za słowami poszły czyny.

Reklama
Reklama

Szukałem dalej. Dowiedziałem się, że przeciętna stawka celna wyniosła w zeszłym roku... 0,05%. Stawia to Estonię w absolutnej czołówce światowej, gwarantując konsumentom niskie ceny i hamując korupcję. Praktycznie wszystkie duże i średnie przedsiębiorstwa państwowe zostały już sprzedane. Sektor prywatny wytwarza ok. 75%-80% PKB. Ponad 90% aktywów sektora finansowego jest w rękach stabilnych inwestorów prywatnych (głównie banków zagranicznych). Ciekawostką jest, że 25% transakcji bankowych odbywa się przez internet - to też unikat w tej części świata. Od 2000 roku nie istnieją jakiekolwiek restrykcje na kupno i sprzedaż nieruchomości (w tym ziemi zarówno przez rezydentów, jak i cudzoziemców) oraz przepływ kapitału i repatriację zysków. Liniowy podatek od dochodu - zarówno dla firm, jak i pracobiorców - wynosi 26% i prawdopodobnie zostanie wkrótce obniżony do 20%. Jako wyjątek w Europie, ta część zysku, która jest reinwestowana, zwolniona jest z podatku w ogóle. Nie ma w ogóle instytucji cen kontrolowanych. Biurokracja istnieje, ale jej zasięg jest ograniczony w porównaniu z innymi krajami regionu. Według nieoficjalnych szacunków, zarejestrowanie firmy zajmuje kilka dni i kosztuje ok. 600 euro. Nie powinna dziwić więc statystyka bardzo wysokiej liczby przedsiębiorstw na mieszkańca, działających w oficjalnej strefie. Zmorą gospodarki jest nadal spory udział szarej strefy, np. alkoholu z przemytu czy nielegalnego oprogramowania komputerowego. Ale i tak Estonia otrzymała od Heritage Foundation o ok. 30% lepsze noty niż Polska w kategorii "czarnego rynku".

Teraz wnioski

Polskę w niektórych kategoriach trudno jest porównywać do Estonii, której ludność jest o ok. 30% mniejsza niż Warszawy. Na przykład, wielomilionowa rzesza chłopo-robotników ciąży na wysokim udziale wydatków socjalnych w naszym kraju. Ale nie ulega wątpliwości, że ociąganie się Polski w otwarciu gospodarki na konkurencję zagraniczną (cła i "okresy przejściowe") hamuje rozwój wydajnych, dynamicznych grup przemysłowych. Nie powinno być wątpliwości co do tego, że wysokie tempo inwestycji i zatrudnienia (bezrobocie: 5,7%) leżą u podstaw szybkiego przyrostu dochodu. Estonia jest kolejnym przykładem na to (poprzedni to Irlandia), że otwarta i liberalna polityka gospodarcza przynosi spektakularne efekty. Oczywiście, musimy mieć jeszcze odwagę zaufać politykom, takim jak Mart Laar. Może czas, aby w ramach wolnego handlu zaimportować go do nas, skoro krajowy sektor polityczny nie potrafił go jeszcze wyprodukować?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama