Groźba wojny między USA a Irakiem, która uderzyła w większość rynków kapitałowych na świecie, odbiła się również na wynikach funduszy emerytalnych. Przed rokiem, w styczniu, jednostki OFE rosły jak na drożdżach - średnio o ponad 5%, co w dużej części było zasługą drożejących cen akcji. W styczniu tego roku sytuacja wyglądała inaczej - akcje spadały. WIG20 stracił 5,2%, a WIG - 3,6%. Niekorzystnie wyglądała też sytuacja na rynku papierów skarbowych - tutaj ceny również spadały. Dodatkowo w styczniu na wartości tracił złoty, a na zagranicznych rynkach akcji również dominowały spadki. Te wszystkie czynniki spowodowały, że najgorszy wynik w ubiegłym miesiącu zanotował największy fundusz na rynku - OFE Commercial Union - który w największym stopniu zaangażował się za granicą. Jego jednostka straciła na wartości 1,75%.
Kiepsko jednak wypadły inne fundusze, i to również te, które nie inwestują za granicą. Niewiele lepsze od OFE CU były Dom i Pocztylion. Ten pierwszy fundusz ma największe na rynku zaangażowanie na warszawskiej giełdzie.
Tylko jeden fundusz obronił się w ubiegłym miesiącu przed spadkami - jednostka OFE Polsat, najmniejszego na rynku, wzrosła o 0,06%. Generalnie jednak cały rynek notował straty - średnio jednostka rozrachunkowa straciła ok. 0,98%.
Spadek wartości jednostek w coraz większym stopniu odbija się również na aktywach funduszy emerytalnych. Na koniec stycznia łączna wartość aktywów OFE wynosiła 31,94 mld zł, czyli tylko o 381 mln zł więcej niż na koniec grudnia. Tymczasem ZUS w minionym miesiącu przesłał funduszom blisko 740 mln zł. Oznacza to, że "defekt stycznia", czyli mocne spadki na GPW, kosztowały przyszłych emerytów blisko 360 mln zł.
Na dodatek zapowiada się, że również luty nie przyniesie poprawy na rynkach finansowych - dalej bowiem inwestorzy obawiają się wybuchu nowej wojny w Zatoce Perskiej. Tymczasem większość analityków i zarządzających OFE wskazuje, że dopóki nie wyjaśni się sytuacja wokół Iraku, trudno oczekiwać wzrostów na GPW czy na rynku obligacji skarbowych.