Podczas sesji poniedziałkowej wykres WIG20 zmierzył się z 3-tygodniową linią trendu spadkowego. Zanim omówię wynik i konsekwencje tego starcia warto przyjrzeć się sytuacji średnio- i długoterminowej, stanowiącej tło obecnych zmagań.

Od pewnego czasu zwraca się uwagę na 1,5-roczną formację trójkąta symetrycznego. Jest ona silnym argumentem w rękach grających na spadki inwestorów. Po pierwsze, tego rodzaju trójkąty bez względu na rozmiary stanowią w teorii jedynie przystanki w trendzie głównym, po drugie zawierają z reguły 5 fal, co oznacza, że widoczna na wykresie WIG20 formacja jest bliska ukończenia. To co wydaje się dość oczywiste w perspektywie kilkuletniej, inaczej wygląda na wykresach obejmujących ostatnie kilka miesięcy. Październikowo-listopadowa hossa zniesiona została w 62%. Nawiasem mówiąc, poziom ten, czyli 1120 pkt., był na wykresach godzinowych wielokrotnie naruszany, ale poza piątkowym zamknięciem, od kilku sesji WIG20 oscyluje wokół tego kluczowego zniesienia. Jakby tego było mało, to na wykresie tygodniowym rejon 1120 pkt. stanowi niewielki korpus szpulki w kształcie doji. Formacja ta z pewnością wyraża niepewność rynku co do kierunku dalszego ruchu. Ale po kilku tygodniach wędrówki na południe oznaczać może również, że momentum bieżącej fali spadkowej osłabło. Wobec powyższego przed sesją poniedziałkową można było sobie zadać pytanie, czy szansa zainicjowania fali korekcyjnej zostanie wykorzystana?

Istotnie, została wykorzystana, lecz zwycięstwo popytu jest połowiczne i nie rozstrzyga o nadejściu trwalszego, przynajmniej kilkusesyjnego odbicia. Linia trendu spadkowego została pokonana, niestety, sama luka bessy na zamknięciu się obroniła. Paradoksalnie taką sytuację, podszytą strachem i wątpliwościami, zapisałbym na korzyść byków, zwłaszcza że sygnały techniczne wysyłane przez oscylatory im sprzyjają. Poza luką zatem nic nie stoi na przeszkodzie, by ruch korekcyjny rozwinął się w okolice połowy czarnego korpusu z 24 stycznia na 1157 pkt.