Reklama

Trudno grać na kontraktach

Dwa działające w Polsce fundusze arbitrażowe, Pioneera i Millennium, nie radzą sobie najlepiej. Ich dotychczasowe wyniki są porównywalne z rentownością bonów skarbowych i znacznie gorsze od wyników funduszy obligacyjnych. - Możliwości arbitrażu na warszawskiej giełdzie są bardzo ograniczone. Rynek zachowuje się zbyt spokojnie - twierdzą zarządzający.

Publikacja: 06.02.2003 08:27

Pioneer Arbitrażowy, który rozpoczął działalność w marcu ub.r., zarobił do tej pory ok. 6,5%. To nawet mniej niż wyniosła w tym czasie stopa zwrotu z rocznych bonów skarbowych (na początku marca były one sprzedawane z rentownością 9,7%; w skali 11 miesięcy daje to zysk na poziomie 8,9%) i dużo mniej niż towarzystwo szacowało, otwierając subskrypcję certyfikatów w styczniu 2002 r. Z konstrukcji opłaty za zarządzanie można było wnioskować, że TFI oczekuje rocznego zysku na poziomie co najmniej 20%.

Nieco poniżej rentowności bonów skarbowych wypadł też fundusz Arbitraż plus 20, zarządzany przez Millennium TFI. Rozpoczął on działalność w sierpniu ub.r. i zarobił to końca stycznia tego roku 3,7% (zysk po sześciu miesiącach z kupionego w sierpniu 2002 r. bonu rocznego wynosi 4%). Prognozy Millennium były jednak znacznie mniej optymistyczne od Pioneera i mówiły o rocznym zysku na poziomie 8-9%.

- Nie udało nam się przeprowadzić transakcji arbitrażowych na taką skalę, jak zakładaliśmy - przyznaje Cezary Gregorczuk, dyrektor pionu zarządzania aktywami w DM Millennium. Strategia inwestycyjna obu funduszy jest podobna: mają one zarabiać m.in. na różnicach w wycenie akcji i odpowiadających im kontraktów terminowych. Jeśli natomiast nie ma okazji do arbitrażu, to lokują swoje środki w najbezpieczniejsze instrumenty rynku pieniężnego. - Główny powód jest taki, że rynek akcji bardzo się uspokoił. Wahania WIG20, od których zależą zyski z arbitrażu, są obecnie znacznie mniejsze niż w momencie, gdy pracowaliśmy nad utworzeniem funduszu - mówi C. Gregorczuk.

Marcin Winnicki, zarządzający Pioneerem Arbitrażowym, zwraca z kolei uwagę na fakt, że w okresie tak głębokiej dekoniunktury na rynku akcji, jaką mamy obecnie, nie wszystkie transakcje arbitrażowe da się przeprowadzić. Nie można np. sprzedać na krótko wszystkich akcji z WIG20. Wyklucza to przeprowadzenie arbitrażu, w którym sprzedajemy akcje i kupujemy kontrakty. - Nie wszystkie spółki z WIG20 można sprzedawać na krótko, a to oznacza, że w przypadku jednoczesnego zakupu kontraktu na WIG20, pozycja funduszu nie jest w pełni zabezpieczona. Nie możemy ponosić takiego ryzyka - twierdzi zarządzający. Tego problemu nie ma w przypadku gry na zwyżkę akcji, gdy fundusz kupuje wszystkie walory z indeksu i jednocześnie sprzedaje kontrakt terminowy.

Do tego dochodzi jeszcze jeden problem: gdy zarządzający gra na obniżkę akcji, swoimi zleceniami sprzedaży dodatkowo zbija kursy na GPW. A w ten sposób działa na niekorzyść pozostałych funduszy akcyjnych, którymi towarzystwo zarządza. Przykładowo, w ofercie Pioneera znajduje się obecnie sześć funduszy otwartych inwestujących w akcje. Ich łączny portfel jest wart sok. 0,5 mld zł.

Reklama
Reklama

Zarządzający funduszami arbitrażowymi liczą na to, że w tym roku uda im się zarobić przynajmniej tyle, co podmiotom rynku pieniężnego. - Spodziewam się, że inwestycje bezpieczne dadzą nam stopę zwrotu na poziomie 6,5%. Liczę też na zyski z arbitrażu, ale ile one wyniosą, bardzo trudno przewidzieć - twierdzi C. Gregorczuk.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama