Coraz wyraźniej widać, jak sprawa Iraku zawładnęła giełdami. Scenariusze dalszych wydarzeń są w tej chwili wielką niewiadomą, a poglądy na ten temat skrajnie różne. To przecież idealna sytuacja do stworzenia nowych kontraktów terminowych!
Pomyślała o tym jedna z irlandzkich firm, w której na co dzień handluje się "kontraktami", prognozującymi głównie wyniki wydarzeń sportowych. Jednak od pewnego czasu kontrakt, pokazujący prawdopodobieństwo obalenia Saddama (seria marcowa) jest drugim pod względem obrotów. Nie zachęcam do handlu, ale warto na te instrumenty spojrzeć, by przekonać się, co o Iraku myślą prawdziwe pieniądze, a nie gadające polityczne głowy. Obalenie Saddama do 31 marca wyceniane jest tylko na 38%. Jednak jeśli mowa już o czerwcu, to prawdopodobieństwo wzrasta do 81%, choć jeszcze tydzień temu (przed wystąpieniem Powella) wynosiło tylko 59%. Skoro więc zmiana władzy w Iraku wydaje się kwestią czasu, to czego boją się giełdowe indeksy? Tutaj lista jest dłuższa niż dostępne kontrakty. Począwszy od wzrostu cen ropy i zagrożenia terroryzmem, a na braku poparcia ONZ skończywszy (marcowe kontrakty na uchwalenie drugiej rezolucji - tylko 52%). Jak widać, rodzaj instrumentu bazowego bywa bardzo nietypowy.
Jeśli chodzi o polskie kontrakty, którymi handel jest w tej chwili wielce podobny do wyżej opisanych, to mieliśmy wczoraj kontynuację odbicia, potwierdzającą słuszność uznawania ostatnich fluktuacji za rysowanie trójkąta rozszerzającego. Od czwartkowego testowania dolnego ramienia (1073 pkt.), korekta przekroczyła wczoraj 30 pkt. Mimo to zatrzymanie wzrostu na średniej kroczącej nie pozwala z całą pewnością stwierdzić, czy rodzi nam się już zasłużona kilkudziesięciopunktowa zwyżka, czy też dojdzie do przedwczesnego załamania wzrostów.