Utrata płynności finansowej, wypowiedzenie umów kredytowych, przeciągające się negocjacje z wierzycielami - to sytuacje powszechne wśród giełdowych spółek. Ich zarządy coraz częściej starają się, w miarę możliwości, jak najdłużej nie dopuścić, aby informacje o kłopotach firm trafiły do publicznej wiadomości. Tłumaczą się dbałością o dobry wizerunek spółki i jej partnerów biznesowych oraz chęcią uniknięcia kolejnych strat.
- Wnioski o utajnienie raportów spływają na bieżąco. Jest ich przynajmniej kilkanaście miesięcznie. Komunikaty, których publikacje chcą opóźnić zarządy, zawierają zazwyczaj dane osobowe lub informacje finansowe - mówi Michał Stępniewski, rzecznik prasowy Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.
Decyzję o utajnieniu, lub nie, raportu, podejmuje przewodniczący KPWiG. Dzieje się to w trybie pilnym, który w praktyce oznaczać może - jak oblicza M. Stępniewski - do kilkudziesięciu godzin. Odpowiedź - ze względów regulaminowych - wysyła się listem poleconym.
I nie jest to koniec sprawy. Szybkość, z jaką pismo dociera do odbiorcy - przynajmniej teoretycznie - szczególnie istotna powinna być w przypadku decyzji odmownej. Jednak spółki robią wszystko, by przeciągnąć procedurę, korzystając w zapisów Kodeksu postępowania administracyjnego. - Na dole dokumentu przeczytać można drobnym druczkiem, że wprawdzie od decyzji odwołać się nie można, ale strona niezadowolona może się zwrócić w ciągu 14 dni o ponowne rozpatrzenie wniosku - tłumaczy pracownik jednej z giełdowych spółek, która z takiej furtki skorzystała w tym roku już dwukrotnie. Prośbę o ponowne rozpatrzenie wniosku wysłała ostatniego, 14. dnia. Zajęło się nim gremium na zwyczajnym posiedzeniu Komisji.
W ten sposób mogą minąć trzy tygodnie. Spółka milczy, Komisja śle pisma (wszystko musi być wykonane w trybie administracyjnym), a niedoinformowani inwestorzy handlują.