O tym, że na rynek energii wkracza wiosna, zdecydowało nie tylko ocieplenie z ostatnich dni. Symptomy zmiany sytuacji widać także od kilkunastu dni w samych cenach Towarowej Giełdy Energii oraz w czymś, co jest niedostępne dla szerszej publiczności - mianowicie w parametrach transakcji zawieranych na telefon, na rynku OTC. Te drugie zresztą wyraźnie podążają za wydarzeniami na giełdzie.
"Wiosna" to na giełdzie energii elektrycznej czas niskich cen. Energia tanieje, bo ocieplenie skłania analityków tego rynku do wyprzedawania zakontraktowanych ilości, trzymanych na potrzeby ewentualnej dłuższej zimy. Kilka dni wyższych temperatur skłoniło prawie wszystkich do złagodzenia oczekiwań cenowych, co mniej widać po samych cenach w wybranych godzinach (ich zmienność można by przecież zakwalifikować jako przypadkową), ale po zachowaniu średnich kroczących. Średnia dzienna już zeszła do kanału cenowego 110-115 zł za MWh. Jeszcze wyraźniejsza jest obniżka średniej z zakresu tzw. Euroszczytu. Jej spadek poniżej poziomu 120 zł jest co najmniej zastanawiający. Analitycy techniczni oraz wyznawcy idei Le Bona przy takim zachowaniu rynku energii czuliby się jak ryba w wodzie.
Przyczyny takiego a nie innego poziomu cen są także inne. Styczeń i początek lutego były okresem negocjowania i zawierania wielkich kontraktów rocznych na dostawy energii elektrycznej. Na potrzeby tego procesu i w jego ferworze ceny zostały nieco "podrasowane". W połowie lutego proces kontraktowania już się zakończył, emocje opadły, uczestnicy skupili się na działalności bieżącej, więc ceny wróciły do właściwego poziomu. Oferujący kontrakty roczne w końcu przecież wszystkiego nie sprzedali i teraz muszą godzić się na nieco niższe ceny. Kiedy sytuacja na rynku się zmieni? Może w przyszłym tygodniu, gdy nadejdzie pełnia księżyca?