Wariant wojny błyskawicznej zakładał szybkie ożywienie gospodarcze, wywołane spadkiem cen ropy naftowej i wzrostem wskaźników zaufania konsumentów. Taki scenariusz byłby w zasadzie powtórką z poprzedniej wojny z 1991 r., kiedy po krótkiej recesji największa gospodarka świata weszła w okres najdłuższego nieprzerwanego rozwoju w swojej historii.
Pierwsze niepowodzenia amerykańskiej ofensywy i znaczny opór, jaki stawiają Irakijczycy, pobudziły obawy przed długofalowymi skutkami wojny. Niemal wszyscy ekonomiści podkreślają obecnie, że jednym z kluczowych problemów nie tylko dla amerykańskiej, ale dla całej globalnej gospodarki będzie sytuacja na rynku ropy naftowej. Długotrwały kryzys i wzrost cen surowca może uruchomić spiralę recesji.
Wydatki wojenne
nie napędzają już koniunktury
W poprzednich dekadach wojny z reguły przynosiły gospodarce amerykańskiej spore bezpośrednie korzyści. Było to przede wszystkim wynikiem znacznego wzrostu wydatków rządowych. Ta proporcja jednak powoli zmieniała się w nowoczesnych konfliktach. Bezpośrednie wydatki zbrojeniowe były wciąż znaczne, ale w odniesieniu do całości gospodarki USA (10 bilionów dolarów rocznie) nie stanowiły znaczniejszego wydatku. 100 miliardów USD, które według Białego Domu ma kosztować ta wojna, to zaledwie 1% PKB. Tymczasem koszty II wojny światowej - według obliczeń ekonomistów Uniwersytetu Yale - stanowiły łącznie równowartość 130% amerykańskiego produktu krajowego.