Zasady dobrej praktyki to wskazówki postępowania zalecanego przez giełdę wszystkim notowanym na niej spółkom. Nie są to normy prawa, a na ich straży nie stoi aparat przymusu państwowego. Spółka nie musi podporządkować się zasadom dobrej praktyki. Jeżeli ich nie stosuje - wystarczy jeżeli wyjaśni, dlaczego. Jest to sprawdzona już w świecie formuła "comply or explain".
Spółki deklarujące kierowanie się dobrą praktyką i rzeczywiście kierujące się nią tak samo zasługują na uznanie, jak spółki odmawiające przyjęcia zasad uznanych za wyraz dobrej praktyki, ale wyjaśniające motywy takiej postawy. Nierzadko ich wyjaśnienia trafiają inwestorom do przekonania.
Spółka może na przykład odrzucić zasady zalecane jej przez giełdę, ponieważ wypracowała własne, w jej przekonaniu lepsze, zmierzające dalej lub skonfigurowane do specyfiki spółki. Zbiór zasad przyjętych przez giełdę nie jest ani jedynym na rynku, ani zapewne najlepszym. Ocena postępowania spółki należy zresztą w ostatniej instancji nie do giełdy, a do inwestorów. O wartości deklaracji świadczy, że złożyły je też chórem spółki znane z najgorszych praktyk. Źle to wróży polskiemu rynkowi.
Walne zwyrodnienie
W Polsce redagowanie zasad dobrej praktyki rozpoczęło się od próby sformułowania zaleceń dotyczących walnego zgromadzenia. Na wielu zgromadzeniach dochodziło bowiem do gorszących ekscesów. Utarło się, niestety, że prawa akcjonariuszy nie są respektowane. Zatem odwoływano prawidłowo zwoływane zgromadzenia, a zwoływane wadliwie mimo to odbywały się, jeżeli nie w samej spółce, to na pobliskim parkingu. Nękano akcjonariuszy nieustannym ogłaszaniem przerw w obradach, oponentów wyrzucano z sali obrad, wznoszono tumult, dopuszczano się obstrukcji. Reakcją na ten festiwal złych obyczajów było opracowanie pierwszej redakcji zasad walnego zgromadzenia (maj 2001) i poddanie jej pod osąd rynku.