Reklama

Opóźnienie wejścia Polski do euro bez reakcji na rynkach, ale złe dla gospodarki

Warszawa, 04.04.2003 (ISB) - Reakcja rynków finansowych na potencjalne odsunięcie przez polski rząd terminu wejścia do Unii Gospodarczo-Walutowa (EMU) byłaby prawdopodobnie ograniczona, co nie oznacza, że taka decyzja nie miałaby negatywnego wpływu na polską gospodarkę, uważają ekonomiści.

Publikacja: 04.04.2003 16:48

W październiku 2002 roku Narodowy Bank Polski (NBP) oraz Ministerstwo Finansów wspólnie ustalili, że Polska powinna dążyć do jak najszybszego przyjęcia euro, czyli w 2006-2007 roku. W ostatnich kilku tygodniach ta wspólna strategia wydaje się być kwestionowana, szczególnie przez ministra gospodarki i pracy Jerzego Hausnera, jednego z głównych architektów polityki gospodarczej w Polsce. Sam minister finansów Grzegorz Kołodko powiedział tez niedawno w Budapeszcie, że nie stałoby się "nic strasznego", gdyby Polska przyjęła euro w późniejszym terminie.

REAKCJA RYNKÓW NA ODSUNIĘCIE WEJŚCIA DO EURO PRAWDOPODOBNIE NIEWIELKA

Reakcja rynków finansowych na ogłoszenie zmiany priorytetu w polityce gospodarczej, czyli odsunięciu terminu przyjęcia przez Polskę europejskiej waluty, może być niewielka, jeśli zostanie umotywowana wiarygodnie. Załamania tez nie będzie ze względu na i tak już postrzegane niskie szanse na szybki wejście do strefy euro.

Gdy Polska będzie starać się o wejście do strefy euro, będzie już członkiem Unii Europejskiej (UE), a więc zmieni się wówczas postrzeganie jej ryzyka inwestycyjnego, uważa też Piotr Bielski z Banku Zachodniego WBK. Podkreślił jednocześnie, że członkowie UE "wcale nas w tej strefie euro nie chcą, bronią się przed tym rękami i nogami".

"W rok 2007 rynek i tak nie bardzo wierzy. Gdyby więc przykładowo termin został przesunięty na rok 2009, ale towarzyszyłoby tej decyzji zapewnienie, że to jest cel, do którego zmierzamy, a chcemy ten czas wykorzystać na poważną restrukturyzacje gospodarki, głównie strony wydatkowej budżetu i uporządkowaniu finansów publicznych, to dekonwergencja nie byłaby głęboka - nie byłoby drastycznego odwrotu inwestorów" - powiedział Jankowiak.

Reklama
Reklama

Wiara w możliwości Polski szybkiego przyjęcia euro jest bowiem zdaniem ekonomisty BRE Banku coraz mniejsza. Od tego wydarzenia oddala nas stanowisko nie tylko ministra gospodarki i pracy, który mówi o konieczności wejścia do euro dopiero na ścieżce wysokiego wzrostu gospodarczego, ale także samego ministra finansów, który nadal deklaruje konieczność i wolę do szybkiego przyjęcia europejskiej waluty.

"Program Kołodki tak naprawdę oddala nas od strefy euro. Aby wejść do strefy euro w 2007 czy 2008 roku potrzebne są bardzo poważne dostosowania fiskalne, których w dalszym ciągu nie ma. Wiara w tę datę będzie więc coraz mniejsza" - zaznaczył Jankowiak.

Wskazuje tutaj przede wszystkim na brakujące środki (ok. 10 mld zł) do utrzymania deficytu budżetowego na poziomie 40 mld zł, co chciałby osiągnąć resort finansów w 2004 roku. Co więcej, nawet jeśli ministerstwu uda się przekonać bank centralny do rozwiązania rezerwy rewaluacyjnej, tak aby "lukę" zapełnić, będzie to operacja jednorazowa. Powstaje więc pytanie, jak będzie ta "luka" pokrywana w latach kolejnych.

"Na to pytanie w programie ministra finansów nie ma odpowiedzi. Stąd rynek nie wierzy, że realizacja tego programu doprowadzi do uniknięcia przykrej konieczności podwyższenia deficytu w kolejnych latach. Program Kołodki nie gwarantuje zacieśniania fiskalnego" - uważa Jankowiak.

OPÓŹNIENIE WEJŚCIA DO STREFY EURO ZŁE DLA GOSPODARKI, BO ZABRAKNIE MOTYWACJI DO REFORM

"Gdybyśmy najpierw chcieli, co sugeruje minister Hausner, szybko rozbujać gospodarkę, to trudno byłoby utrzymać równowagę ekonomiczną. Bo jak wiemy z poprzednich doświadczeń, uzyskanie w Polsce wzrostu rzędu 6% rocznie dokonuje się właśnie jej kosztem. Mamy mały wzrost oszczędności krajowych, importujemy więc kapitał, zwiększając deficyt na rachunku obrotów bieżących" - powiedział Piotr Bielski, ekonomista banku Zachodniego WBK.

Reklama
Reklama

"Mam nadzieję, że ta decyzja [opóźnienie przyjęcia euro - przyp. ISB] nie zapadnie, bo szybkie wejście do euro jest dobre i pożądane, szczególnie jeśli myślimy o gospodarce w perspektywie kilku, kilkunastu lat` - dodał.

Jednak, zdaniem Bielskiego, rynek by się z taką decyzją oswoił, ale jedynie na jakiś czas.

"Ryzyko dotyczy tego, co się będzie u nas działo za dwa, trzy lata, kiedy będzie już to przyśpieszenie, a polityka fiskalna i monetarna nie będą nastawione na spełnienie kryteria Maastricht" - powiedział Bielski.

Istotny jest też zdaniem ekonomistów brak debaty na temat stanu polskiej gospodarki oraz działań, które mogłyby sytuacje zmienić.

"To jest wielki spór, który w Polsce w ogóle się nie odbył - w jaki sposób pobudzać gospodarkę, żeby tempo wzrostu gospodarczy wynosiło 5-6%. Odpowiedzi na to pytanie w programie Kołodki szukać próżno, natomiast Hausner próbował na to pytanie odpowiedzieć w skali mikro, wskazując elementy motywujące przedsiębiorczość" - powiedział Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku.

Hausner proponuje m.in. obniżenie obciążeń podatkowych firm, co odbyłoby się prawdopodobnie kosztem dochodów budżetowych, czyli deficytu budżetowego.

Reklama
Reklama

"Pojawia się więc pytanie, na ile ten większy deficyt i opóźnione w rezultacie wejście do euro może być obudowane działaniami po stronie podażowej gospodarki, zwiększające jej efektywność. Jeśli zastosowanie fiskalne byłoby realne, może warto się nad takim programem zastanowić" - uważa Jankowiak.

NIEPEWNOŚĆ CO DO SKUTECZNOŚCI PROGRAMU KOŁODKI PRZEWAŻA SZALĘ NA KORZYŚĆ HAUSNERA

Rośnie prawdopodobieństwo, że rząd przychyli się do koncepcji Hausnera, gdyż program Kołodki i tak nie gwarantuje Polsce szybkiego przyjęcia euro.

"Program Kołodki jest w obecnych warunkach politycznych akceptowalny dla rządu, bo to jest substytut prawdziwej reformy. Spowoduje, że uda się dotrwać do momentu, kiedy będą konieczne dalsze zmiany. Pozwoli przetrwać kolejny rok" - uważa Bielski.

Również Marcin Mróz, ekonomista Societe-Generale podkreśla obecne uwarunkowania polityczne, jako czynnik, który prawdopodobnie zadecyduje o wyborze ścieżki gospodarki polskiej w następnych latach.

Reklama
Reklama

"Cykl polityczny się skrócił, notowania rządu są niskie, zwiększa się wpływ polityczny na wybór, jaką drogą podążyć" - powiedział Mróz.

Zdaniem Mroza możliwe jest też, że żadnej deklaracji w sprawie wejścia Polski do strefy euro nie będzie.

"Będziemy żyli w szarej strefie. Nie ma przecież żadnych oficjalnych, poza enigmatycznymi, dokumentów, nie ma tak naprawdę żadnej strategii akcesyjnej naszych władz. Zdążyliśmy już do tego półmroku przyzwyczaić" - powiedział Mróz.

"Dobrze by było, gdyby Panowie coś ustalili" - podsumował Jankowiak. (ISB)

Karolina Słowikowska

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama