Coraz więcej wskazuje na to, że ostatnie świetne zachowanie naszego rynku jest zwieńczeniem akumulacji akcji przez zagranicznych inwestorów. Potwierdza to zarówno publikacja struktury portfeli OFE, jak i obroty z ostatnich dwóch dni, o analogiach do rynku węgierskiego nie wspominając. Jedno tylko zmąciło mój optymizm. Pomimo wcześniejszego marazmu, wraz z ruszeniem do czwartkowego wzrostu pojawiła się przeogromna podaż. W piątek wręcz demonstracyjna. Komu tak bardzo zależy na niedopuszczeniu do wybicia teraz górą? Arkuszy zleceń nie znam, ale mogę zgadywać.
Patrząc na strukturę portfeli OFE, niższy udział akcji był tylko w listopadzie 1999 r. (początek działalności OFE i dołek przed internetową hossą), oraz we wrześniu 2001 r. (dołek bessy do tej pory niepokonany!!). Już sam ten fakt daje sporo optymizmu, ale też wskazuje, moim zdaniem, winnego ostatniego blokowania wzrostów, które z prawie pustym portfelem akcyjnym byłyby małą porażką. Kto wygra w tej potyczce OFE z zagranicą? Jeśli do kapitulacji w dołkach dodamy kupno akcji na szczytach (szczyt zaangażowania luty i grudzień 2000 r., maj 2001 r., maj 2002 r. i listopad 2002 r.) to widać jasno, że błędne prognozy giełdowej koniunktury są w OFE standardem. Usprawiedliwiających pomyłki dominującą rolą na rynku odsyłam do portfeli zagranicznych akcji, które jeden z największych funduszy pozbył się właśnie przy ostatnim dołku.
Analizując to historyczne zaangażowanie w akcje i biorąc pod uwagę opisywany ostatnio unijny kalendarz (sprzyjający "podgrzaniu" rynku), na najbliższe tygodnie wyłania się scenariusz zakończenia konsolidacji wyjściem górą i po paroprocentowych wzrostach rodzime fundusze zaczną gonić rynek (maj/czerwiec?), posłusznie realizując zyski zagranicznych "partnerów" i wyznaczając szczyt przed dalszą bessą.