Inwestorzy zarówno w USA, jak i w Europie oraz Japonii przerzucili się z gry, którą można by nazwać "wojenną", na normalną grę giełdową, opartą o wiadomości z pojedynczych spółek i całej gospodarki. Wyniki kwartalne firm, przede wszystkim w USA, okazują się bardzo dobre na tle oczekiwań. Nie przełożyło się to jeszcze jednak na całą gospodarkę.
USA
Dotychczas ok. jednej trzeciej spółek znajdujących się w składzie indeksu S&P 500 podało wyniki za styczeń-marzec 2003 r. Wśród nich aż 60% osiągnęło wynik lepszy niż zakładali analitycy. 27% raportów było zgodnych z oczekiwaniami, a tylko 13% firm wypadło gorzej od oczekiwań. Większość specjalistów zapowiadała, że średni wzrost zysków w I kwartale wyniesie 5,5%. Biorąc pod uwagę dotychczasowe raporty, firmy zarobiły natomiast średnio o 9% więcej. Jeśli takie tempo uda się utrzymać, będzie to już czwarty z rzędu kwartał wzrostu zysków amerykańskich spółek. Coraz częściej mówi się o poprawie sytuacji gospodarczej na poziomie pojedynczych jednostek. Wiele z nich, komentując wyniki, podkreśla także, że zauważalny jest wzrost popytu na oferowane produkty i usługi. W tym tygodniu inwestorów pozytywnie zaskoczyły m.in. AOL Time Warner, Pfizer czy Lockheed Martin.
Pozytywny obraz amerykańskich spółek nie przekłada się bezpośrednio na wzrosty na giełdzie. Owszem, rynki pną się do góry, jednak nie jest to szaleństwo zakupów, z jakim mieliśmy do czynienia jeszcze kilka tygodni temu, kiedy wojska koalicji zdobywały panowanie w Iraku. Inwestorzy zdają się czekać na jednoznaczne sygnały makroekonomiczne i nie chcą przystępować do dalszych zakupów akcji, nie mając pewności, że gospodarka USA faktycznie zaczyna wychodzić z dekoniunktury. Ich nastawienia do rynku na pewno nie poprawi wczorajszy raport o wzroście PKB w USA. W I kwartale 2003 r. produkt krajowy wzrósł o 1,6% wobec oczekiwań na poziomie 2,4%.
Trzy najważniejsze indeksy w USA - S&P 500, DJIA i Nasdaq Composite - przebiły wyraźnie swoje długoterminowe średnie kroczące. Zwyżki te mogą się jednak skończyć równie nagle, jak się rozpoczęły. Przypomnijmy, że podobną sytuację mieliśmy także w ub.r. Wtedy zwyżka, którą S&P 500 rozpoczął z poziomu ok. 850 pkt, dwukrotnie doprowadziła do przebicia średniej kroczącej ze 100 sesji, a rynek i tak powrócił do spadków.