Mimo sporej liczebnej reprezentacji, kapitalizacja europejskich klubów piłkarskich wynosiła na koniec marca br. jedynie 1,7 mld euro. Odpowiada to w przybliżeniu wartości rynkowej średniej wielkości spółki. Widać zatem, że są to niewielkie spółki, które nie mogą liczyć na znaczny napływ kapitału ze strony inwestorów instytucjonalnych, gdyż zwyczajnie nie byłyby go w stanie wchłonąć. Prawdziwą bolączką większości spółek futbolowych Starego Kontynentu jest brak zysków. Średni wskaźnik C/Z dla firm wchodzących w skład indeksu Dow Jones Stoxx Football Index był ujemny i wynosił -2,8 pkt. Straty, jakie generują spółki, powodują, że inwestorzy niechętnie nimi handlują. Wyceniają ich akcje poniżej wartości księgowej (0,84 pkt). Wskaźnik C/S (cena giełdowa do wartości sprzedaży na jedną akcję) wynosi skromne 0,5 pkt.
Niewiele z nich płaci dywidendy. Stopa dywidendy dla 34 firm piłkarskich była w zasadzie niezauważalna, gdyż wynosiła 0,04%. Słabe rezultaty finansowe zachęcają inwestorów do pozbywania się akcji. W 2002 roku wspomniany indeks stracił 42,9%. Rok wcześniej 34,2%.
Europejskie kluby piłkarskie mają o wiele bardziej zdywersyfikowaną strukturę przychodów. W Polsce prawa do relacji telewizyjnych są głównym źródłem wpływów klubów. W Europie jest inaczej. Owszem, prawa telewizyjne napędzają gotówkę do klubów. Niezwykle istotnym źródłem dochodów są także transfery, wygrane w lokalnych i europejskich rozgrywkach, sponsoring, catering, wynajem pomieszczeń, sprzedaż pamiątek klubowych i wejściówek na stadiony. Nie przypadkowo zatem najsłynniejsza spółka piłkarska notowana na giełdzie w Wielkiej Brytanii - Manchester United - reklamuje swoją działalność w raporcie rocznym słowami: "Nie tylko klub piłkarski... lecz globalna marka".