Lepszego początku tygodnia byki nie mogły sobie wymyślić. Bynajmniej nie chodzi tutaj o 8--punktowy wzrost na otwarcie, ale o fakt, że utworzył on lukę hossy. Często poziom luki stanowi na kolejnych sesjach dość mocne wsparcie, a jej zakrycie jest dla techników czytelnym sygnałem zamknięcia długich pozycji. Luka była dopiero początkiem wzrostu, który podgrzewały poranne wyniki BRE, odbijający sektor bankowy i "grzana" przed wynikami KGHM.

Czy to już referendalne spekulacyjne wzrosty, o których wczoraj pisałem? Choć giełda z reguły wyprzedza wszystkie wydarzenia, to wydaje się, że wczorajszy popyt bardziej kierował się wynikami spółek i faktem, że przez ostatnie kilka tygodni mamy ogromne zaległości do zachodnich parkietów. Gdyby było inaczej, to nie oglądalibyśmy przez pół sesji konsolidacji, a obroty nie przekraczałyby jedynie 100 mln zł, ale wyniosły co najmniej dwukrotnie więcej. Trzeba więc nazywać wczorajszy wzrost podciąganiem rynku. Miejsca na taką rozgrywkę nie zostało już dużo, bo na kontraktach do szczytów sprzed miesiąca brakuje zaledwie 27 pkt. Na indeksie jest podobnie - tutaj ten opór wzmocniony jest jeszcze przez linię trendu spadkowego (górne ramię trójkąta) pociągniętą od grudnia 2000 r. Technicznie patrząc, to w tej chwili kluczowa formacja.

Teoretycznie wyjście z niej górą powinno zapoczątkować hossę na GPW, której zasięg liczony byłby w setkach punktów. Każdy, kto zna fundamenty polskich spółek (i porównywał je z odpowiednikami na zagranicznych giełdach), wie, że nie ma żadnych podstaw pod większe wzrosty. Choć własnych poglądów przeciwko AT z reguły nie stawiam, to podejrzewam, że taki ewentualny sygnał kupna wywołałby tylko krótką falę wzrostową i okazałby się pułapką, zapewne analogiczną do ewentualnego naruszenia poziomu 965 pkt na S&P500.