Na początku czwartkowych notowań amerykańskie indeksy S&P500 i Nasdaq ponownie testowały opory wyznaczone przez maksima z przełomu listopada i grudnia ub.r. W lepszej sytuacji jest Nasdaq, gdzie w ostatni piątek udało się już kupującym wyprowadzić wskaźnik ponad zamkniecie z 27 listopada, ale ruch w górę nadal blokuje czarna świeca z 2 grudnia. "Pięćsetka" zatrzymała się na wysokości szczytu ze stycznia br., który wypada tylko 7 pkt. poniżej zamknięcia z końca listopada 2002 r. Można zatem przyjąć, że kluczowy opór rozciąga się w strefie 932-939 pkt. Jego przełamanie będzie otwierać drogę do ataku na 965 pkt. Zamknięcie poniżej 919 pkt będzie ograniczać możliwość przełamania wspomnianego oporu, a spadek poniżej 896 pkt praktycznie ją wykluczy. Widać więc, że od obecnej wartości indeksu nawet niewielki ruch w górę lub w dół będzie istotnym sygnałem co do dalszej koniunktury.
Coraz wyraźniejsze sygnały słabnięcia presji kupujących widać na parkietach europejskich. Na razie jednak przejawia się to w zmniejszeniu dynamiki ruchu zwyżkowego, a nie widać mocniejszej podaży. Główne indeksy odrobiły po 1/3 fali spadkowej, rozpoczętej przed rokiem. Zatem, zakładając kontynuację bessy na rynkach akcji, mniej więcej na tej wysokości można oczekiwać wyczerpania się potencjału korekcyjnego. Opór w tym miejscu wzmacnia fakt, że również tutaj wypadły szczyty z początku br. Znajdują się one przy 3210 pkt dla CAC, 3157 pkt dla DAX i 4010 pkt dla FT-SE 100. Przełamanie tych poziomów będzie oznaczać test jesiennych maksimów. Niepokojącym sygnałem dla parkietu londyńskiego i paryskiego będzie spadek poniżej dołków z 10 kwietnia (odpowiednio 3803 i 2809 pkt), a dla giełdy we Frankfurcie zniżka poniżej 2810 pkt, wyznaczanych przez szczyt z 7 kwietnia. Przewagę kupującym przyznają wskaźniki podążające za trendem. Dzienny MACD znajduje się na najwyższym poziomie od ponad roku, zwiększając tym samym prawdopodobieństwo podtrzymania dobrej koniunktury. Z drugiej jednak strony warto pamiętać, że od początku bessy kolejne korekty kończyły się właśnie w momencie, gdy MACD docierał do poziomu, na jakim znajduje się obecnie.