Byłem krótko przy nadziei, że pod wpływem własnych doświadczeń i zagranicznych wzorów nasza lewica stanie się mniej lewicowa. Doświadczenie własne to niepowodzenie polityki dokręcania fiskalnej śruby. Zagraniczne wzory to wycofywanie się z iluzji "trzeciej drogi" na pozycje liberalizacji gospodarki, reform emerytalnych i cięć budżetowych. Na tym tle niemiłym zaskoczeniem jest recydywa staromodnej lewicowości w Polsce. Zbiegły się w czasie kolejne rewelacje ministra Kołodki, mianowicie propozycja czwartej, 17-proc. stawki PIT dla ubogich, rządowe poparcie dla związkowej próby przywrócenia płatności za pierwszy dzień zwolnienia pracowniczego oraz inicjatywa finansowania wczasów pracowniczych za pośrednictwem Polskich Bonów Towarowych, pochwalona przez ministra Hausnera. Wszystko to robi wrażenie pomylenia kierunku jazdy. W tył, zamiast w przód. W tył z PIT-em, gdyż zamiast spłaszczenia i uproszczenia, w parlamencie mogą spotkać się pokrewne projekty 17-proc. stawki Kołodki oraz 50-proc. PSL-u. Oba z szansami na przegłosowanie jako solidarna próba kokietowania biednych kosztem klasy średniej. Wtedy dzień wolności podatnika przesunie się w kierunku lipca, a szara strefa rozszerzy się do afrykańskich rozmiarów. Nieźle też rokuje, zważywszy na zmianę stanowiska rządu, żądanie przywrócenia "chorobowych" za pierwszy dzień pracy. W ten sposób odwrócony byłby kierunek nowelizacji kodeksu pracy, otrąbiony całkiem niedawno jako zwycięstwo zdrowego rozsądku. Po czterech miesiącach obowiązywania nowych zasad związki zawodowe przypuściły szturm, a rząd poddaje się bez oporu. Bony towarowe - kupowane przez zakłady pracy od biur turystycznych, umożliwiające bezpłatne wczasy pracownicze - cofają nas jeszcze głębiej, bo aż do PRL-u.
Wszystko to wydaje się odrealnionym powrotem do przeszłości, ale może zamienić się w rzeczywistość z uwagi na stanowisko rządu. W poczuciu własnej słabości rząd gotów jest schlebiać nastrojom, które psują klimat gospodarczy, a wcale nie rokują nadziei na poprawę losu biednych. Na tle tej bezradności i uległości mocno zabrzmiał głos, jakiego od dawna oczekiwali polscy reformatorzy. Oto prymas Glemp, w kazaniu na Jasnej Górze, użalił się nad losem bezrobotnych, ale zarazem wytknął im brak zapobiegliwości i bierność zamiast starań o poprawę własnego losu. Ważne to słowa wobec pochodu populizmu w Polsce i popytu na ekonomicznych znachorów. Wypowiedziane w czasie, gdy biedny kraj nad Wisłą, wypełniony po brzegi narzekaniem, urządził sobie kolejną majówkę, rekordowej długości...