Niedźwiedzie z parkietu we Frankfurcie po raz kolejny starają się doprowadzić do zmiany niekorzystnego dla siebie trendu, budując świecową formację odwrócenia. Wyrysowane w środę harami zostało wczoraj potwierdzone przez czarną świecę i należy go interpretować jako wyraźny sygnał sprzedaży. Jednak po tym, jak z dużą łatwością strona popytowa doprowadziła do zanegowania potwierdzonej już formacji gwiazdy wieczornej z 24 kwietnia br., z ostatecznymi wnioskami należałoby się wstrzymać do czasu powstania kolejnych sygnałów sprzedaży. A mogą one zostać wygenerowane bardzo szybko. Zwłaszcza na MACD, który jest już o krok od przecięcia od góry swojej linii sygnalnej. Równie niewiele brakuje stronie podażowej do sprowadzenia DAX poniżej 15-dniowej średniej. Jednak na dobre o zmianie trendu, a właściwie o zakończeniu tendencji wzrostowej, zadecyduje "bitwa" o strefę 2840-2900 pkt. Tam barierę popytową tworzy 10-tygodniowa linia trendu wzrostowego oraz lokalny dołek z 25 kwietnia br.

Spadek poniżej 2840 pkt. otwierać zatem będzie drogę do dalszej przeceny. Jednak pomimo że mamy właśnie maj, czyli okres tradycyjnie już nie sprzyjający inwestycjom na rynkach akcji (sell in May...), to raczej nie należy się spodziewać gwałtownych zniżek. Niemiecki rynek (podobnie jak giełdy amerykańskie) powinien wejść w kilkutygodniową stabilizację ograniczoną dwoma szczytami. Wsparcie stanowi szczyt z marca br. na poziomie 2715 pkt. Opór wyznacza wierzchołek z ostatniego wtorku (3067 pkt). Musiałyby napłynąć na rynek bardzo złe wiadomości, żeby inwestorzy rzucili się od razu do masowej wyprzedaży. Więc o ile takich nie będzie, to najwcześniej dopiero na przełomie maja i czerwca można się liczyć z silniejszymi spadkami. Spadkami, które ostatecznie sprowadzą DAX do marcowego dołka (2203 pkt).

Podobnych problemów nie mają inwestorzy z Japonii. Ostatni raz średnioterminowa tendencja zwyżkowa miała miejsce na Nikkei 225 ponad rok temu (wzrost o ponad 27%). I na razie nic nie zapowiada, żeby to mogło się szybko zmienić.