Reklama

Po pierwsze: dywidenda

Publikacja: 10.05.2003 10:39

Kiedy koncern 3M kupował wrocławski Viscoplast, wrażenie zrobiło na mnie między innymi to, że amerykańska firma od kilkudziesięciu lat wypłaca swoim akcjonariuszom dywidendę. Systematycznie. Co kwartał. Oczywiście, nasz rynek liczy sobie lat kilkanaście, więc o takich tradycjach nie ma mowy. No, ale trzeba kiedyś zacząć. Pora zacząć teraz - w sezonie walnych zgromadzeń.

Stopy procentowe spadły. Oprocentowanie depozytów bankowych także. Akcje stają się dla nich jakąś alternatywą. A przez to mogą być interesujące nawet dla tych osób, które do tej pory niewiele miały wspólnego z giełdą. Są tylko dwa warunki. Po pierwsze, trzeba wyeliminować zbędne ryzyko. Pora skończyć z bezkarnym oszukiwaniem inwestorów, ewidentnymi, chamskimi przekrętami, jak w przypadku - dajmy na to - 4Media. Innymi słowy, ryzyko gospodarcze - oczywiście tak, w jakimś stopniu obecne jest przecież nawet przy bardzo bezpiecznych lokatach; ryzyko bezczelnych oszustw - nie, a już na pewno nie w takim stopniu, w jakim jest aktualnie obecne na naszym parkiecie.

Po drugie, trzeba zwiększyć szanse na zyski z lokaty w akcje. Łatwo powiedzieć, wiem. Mam jednak wrażenie, że i w tym przypadku margines niepewności można ograniczyć. Kluczowa sprawa to zyski spółek. To najlepsza gwarancja, że i z kursem nie będzie się działo źle. Poza tym są one - a w naszym przypadku raczej powinny być - bezpośrednim źródłem pieniędzy dla akcjonariuszy. Dywidenda - to jest to. Spółka, która zarabia i daje zarobić innym - właścicielom - to chyba optymalny model rynkowy?

W Stanach Zjednoczonych jednym z elementów reformy podatkowej ma być - poprzez cięcie stawek lub wprowadzenie ulg - obniżenie opodatkowania dywidendy. Nie powiódł się plan Busha, by znieść opodatkowanie w ogóle. Ale i tak ulgi będą kosztowały budżet około 80 mld dolarów. To pokazuje, jaki strumień pieniądza płynie do amerykańskich inwestorów z tytułu dywidendy. A u nas, co?

Pytanie tylko, co zrobić, aby nasze spółki zaczęły zarabiać. Otóż, mam wrażenie, u nas nie ma w tę stronę parcia. Kiedy spółki mają nóż na gardle, potrafią szukać oszczędności, które wcześniej nie mieściłyby się im w głowie. Sprzedają zbędne aktywa, ograniczają koszty produkcji, dbają o strukturę zobowiązań. Wszystko po to, aby nie upaść. Takie ekstremalne przypadki pokazują jednak, jak szerokie jest pole do maksymalizowania zysków w innych, mających się - na razie - lepiej firmach. A gdyby tak przyłożyć spółkom nóż do gardła? Gdyby postawić im ultimatum: nie ma zysków - nie ma pracy dla menedżerów, trzeba znaleźć lepszych. Jasne, proste reguły.

Reklama
Reklama

Są i takie firmy, które nie chcą płacić dywidendy, choć mają z czego.

Oczywiście, przedsiębiorstwa potrzebują pieniędzy na inwestycje. I ten argument przekona niejednego akcjonariusza. Czy ktoś się żali, że LPP, albo Cersanit nie dzielą się zyskiem? Ale wiele innych firm zwodzi akcjonariuszy. Mówią o przejęciach, a kupują byle co i nie wiadomo, po co. A ile jest takich, którym podcinają skrzydła wysokie koszty zarządu? Kasa płynie. Tyle tylko, że niekoniecznie do kieszeni akcjonariuszy. Oczekiwałbym od wszystkich zarządów jasnych, precyzyjnych, składanych co roku wyjaśnień: dlaczego ich polityka dywidendowa wygląda tak, a nie inaczej. Dlaczego nie chcą dzielić się zyskiem, jakie plany ich przed tym powstrzymują, czy i jakie mają lepsze pomysły na zagospodarowanie pieniędzy. Podobnie powinno być w sytuacji, jeśli brak wypłaty to decyzja jednego, czy kilku współpracujących akcjonariuszy, którzy nie myślą o pozostałych udziałowcach, bo na wiele innych sposobów mogą odzyskać "swoje". Przykład Vistuli jest tutaj bardzo pouczający.Nie muszą się nikomu tłumaczyć? W tym problem. Zdaje się, że wielu menedżerów tak właśnie na naszym rynku myśli. I niektórzy duzi - dobrze usadowieni - akcjonariusze podzielają ich zdanie. Ale czas z tym skończyć. Teraz jest dobry moment. Zbliżają się walne zgromadzenia akcjonariuszy. Jest najlepsza pora, aby porozmawiać o zyskach: o ich wysokości i o podziale. Wiem, drobni inwestorzy nie mają już siły, aby się wykłócać. Straciłem już dawno wiarę, że Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych może coś zmienić. Ale mamy jeszcze wszechobecne w spółkach OFE. Albo niech zarządy, a czasem i strategiczni inwestorzy, im się tłumaczą, albo niech OFE się tłumaczą przyszłym emerytom, dlaczego nie dbają o należne im pieniądze. Reprezentują przecież ich interesy. Nie za darmo, bynajmniej. Zresztą interes jest wspólny. Dywidenda płynie nie tylko do kieszeni drobnych graczy, ale i instytucji. Jeśli płynie. Powinna to być rzeka pieniędzy. U nas jest to co najwyżej dozownik kropelkowy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama