Z podsumowania stanu finansów publicznych w pierwszych trzech miesiącach tego roku, przedstawionego przez instytut, wynika, że wykonanie budżetu pod względem formalnym przebiega bez zakłóceń. Jak mówił ekspert IBnGR Wojciech Misiąg, dochody i wydatki są realizowane zgodnie z planem. Jednak po przyjrzeniu się szczegółom, widać pewne napięcia po stronie wydatków. Jeden z większych problemów to dotacje do Funduszu Pracy. Z państwowej kasy trafiło do niego prawie 1,4 mld zł. Roczny plan to ponad 3,9 mld zł.

- Wobec tak dużego bezrobocia można zakładać, że fundusz będzie musiał "sztukować" niedostatek dotacji kredytami zaciąganymi na rynku - powiedział Wojciech Misiąg.

Podobny mechanizm działa w przypadku finansowania samorządów. Zdaniem W. Misiąga, w ub.r. nastąpił realny spadek wartości dotacji i subwencji przekazywanych samorządom. Efekt to rosnący deficyt gmin i powiatów. - Od 2 lat obserwujemy spadek ich nakładów inwestycyjnych. Większą część dochodów własnych zjadają wydatki bieżące. To może oznaczać, że samorządy będą miały problem z pozyskaniem wkładu własnego do inwestycji finansowanych z funduszy Unii Europejskiej - mówi W. Misiąg.

Jednak w przyszłym roku zabiegi ukrywania deficytu mogą niewiele dać. W przypadku zaniechania jakichkolwiek reform finansów publicznych, dziura budżetowa wzrośnie do 52 mld zł - oceniają eksperci IBnGR. To ok. 6% PKB. Według przedstawicieli instytutu, taki rozwój sytuacji może pogrzebać nadzieje na szybkie przystąpienie Polski do strefy euro. Dla porównania, tegoroczny deficyt to 38,7 mld zł (4,8% PKB). Jednak wprowadzenie w życie któregoś z programów gospodarczych, które wyszły z rządu, również nie gwarantuje powodzenia. IBnGR wystawił złe recenzje zarówno dla programu wicepremiera Grzegorza Kołodki, jak i planu ministra gospodarki i pracy Jerzego Hausnera.

- Żaden z nich nie rozwiązuje najważniejszych problemów, czyli spraw nadmiernego fiskalizmu, reformy wydatków i uelastycznienia rynku pracy - uważa W. Misiąg.