Reklama

Powtórka z historii?

Po wielu sesjach giełdowego marazmu wczoraj doszło do gwałtownej zwyżki notowań. Indeks WIG20 osiągnął najwyższą wartość od 4 miesięcy - 1174,53 pkt. Obroty były największe od ponad półtora roku. Pokazuje to, jak bardzo podzielone są wśród inwestorów zdania co do szans na utrwalenie zwyżki.

Publikacja: 15.05.2003 08:38

Taki przebieg sesji skłania do przypomnienia o wydarzeniach prawie równo sprzed roku. Wtedy, też w połowie maja, indeksy poszły mocno w górę, kończąc przedłużającą się stabilizację notowań i wzbudzając ogromne nadzieje na dalszy wzrost. Towarzyszył temu skokowy wzrost obrotów. Tak samo jak teraz inwestorzy oczekiwali odbicia w gospodarce i poprawy wyników firm w drugiej połowie roku. Jednak szybko się okazało, że kupującym starczyło pieniędzy tylko na jedną sesję. Przez następne półtora miesiąca indeks spadł o ponad 20%. Czy ten scenariusz może powtórzyć się i teraz? Naszym zdaniem tak.

Zagrały emocje

Trudno jest znaleźć racjonalne przesłanki tak nagłego zainteresowania akcjami największych polskich spółek. Podawane przez nich wyniki za I kw. 2003 r., mówiąc delikatnie, nie zachwycają. Jednak zgodnie z zasadą, że dla inwestorów najgorsza jest niepewność, można uznać, że z psychologicznego punktu widzenia z rynku wraz z publikacją kwartalnych osiągnięć znika zagrożenie pojawienia się niemiłej niespodzianki. Tak jak rok temu, sygnał do kupowania akcji dała Telekomunikacja. Wraz ze zwyżką jej kursu w górę szły spółki, na których na początku pojawiła się duża podaż, głównie PKN. W miarę upływu czasu inwestorzy windowali ceny kolejnych, niewiele rosnących walorów, które w poprzednich dniach nie cieszyły się wzięciem. Głównie chodzi tu o niechciany od dłuższego czasu sektor bankowy. Wyglądało to trochę na stadną reakcję próbujących doważać swoje portfele nie najbardziej atrakcyjnymi, ale relatywnie najtańszymi akcjami. Takie reakcje znikają tak szybko, jak się pojawiają.

Gwałtowny wzrost i duże obroty - to już się zdarzało

Znaczna zwyżka notowań, której towarzyszył gwałtowny wzrost obrotów, zdarzała się na naszym rynku w ostatnich kilkunastu miesiącach kilkakrotnie. Te skokowe zmiany nie początkowały jednak trwałej tendencji, ale stanowiły pułapkę dla części inwestorów. Sztandarowym przykładem jest tutaj zachowanie rynku w połowie maja zeszłego roku, ale podobnie było także w sierpniu ubiegłego roku czy choćby w styczniu tego roku. Dlatego, nie negując w żadnym razie faktu, że trend krótkoterminowy jest wzrostowy, nie sądzimy, że WIG20 da radę przekroczyć w najbliższym czasie 1200-1255 pkt. Duże szanse na powstrzymanie natarcia byków ma już granica 1200 pkt.

Reklama
Reklama

Przesilenie

na światowych rynkach

Rynek silnie wzrósł w momencie, gdy światowe rynki akcji wykazują coraz większe "zmęczenie" trwającymi dwa miesiące zwyżkami. Okazuje się bowiem, że obawy dotyczące kondycji amerykańskiej gospodarki w drugim półroczu pozostają aktualne, a samo zakończenie sukcesem wojny z Irakiem na razie odbiło się jedynie w kwietniowej poprawie nastrojów konsumentów. Jednak ta poprawa nie przełożyła się na wzrost skłonności do wydawania pieniędzy. W kwietniu sprzedaż detaliczna, po wyłączeniu sprzedaży aut, spadła o 0,9%, czyli najwięcej od września 2001 r. Stało się tak mimo to, że święta wielkanocne wypadały w tym roku w kwietniu, a nie jak w 2002 r. w marcu. Obawiamy się, że może dojść tutaj do powtórki scenariusza bardzo często powtarzającego się latach 1997-1998, kiedy polski w rynek akcji dołączał do trwających za granicą wzrostów dopiero w ostatniej chwili. Niedługo potem następowało przynajmniej krótkoterminowe załamanie wzrostów.

(Nie)oczekiwana

zmiana miejsc?

Kiedy na rynku zaczyna się trend wzrostowy, najpierw biorą w nim udział najsilniejsze fundamentalnie spółki. Wraz z rozwojem zwyżki, do trendu dołączają coraz słabsze firmy. Krótkie i gwałtowne wzrosty na akcjach spółek uważanych za śmieciowe występują z reguły w końcowej fazie hossy. Z reguły w rolę tych ostatnich wcielają się spółki o najmniejszej wartości rynkowej. Tymczasem przez ostatnie tygodnie na GPW rosły przede wszystkim firmy o średniej kapitalizacji. To właśnie spółki przemysłowe regularnie zwiększające zyski pełniły rolę liderów. Dopiero w ostatnich dniach zwiększyło się zainteresowanie największymi firmami, których wyniki finansowe nie są z reguły najlepsze. Wczorajsza eksplozja zakupów to sygnał zbliżającego się końca trendu wzrostowego.

Reklama
Reklama

Do lipca 1300-1400 pkt na WIG20

Wojciech Białek

SEB TFI SA

W wyniku środowej zwyżki zakładany dotąd przeze mnie scenariusz uległ przyspieszeniu. Wcześniej liczyłem na osiągnięcie do końca maja 1070 pkt na WIG20 i dopiero potem na wzrost indeksu do 1300-1400 pkt, będący ostatnią odsłoną trwającego od półtora roku trendu bocznego. Takie spojrzenie na przyszłość wynika przede wszystkim z przekonania, że rynki akcji w danym regionie działają jak naczynia połączone. Skoro nasz parkiet pozostawał w minionych tygodniach w tyle za giełdami światowymi, szczególnie za tymi z naszego regionu (Budapesztem i Pragą), to polskie akcje stały się relatywnie tańsze. To powinno sprzyjać wyrównywaniu się wycen, prowadząc do wzrostu cen polskich papierów.

Prawdopodobnie wczorajszy zryw tymczasowo wyczerpał siły kupujących i kolejne dni przyniosą schłodzenie nastrojów. Jednak potem rynek powinien rosnąć dalej. Przesilenie nadeszłoby w lipcu. W jego wyniku już jesienią zobaczylibyśmy WIG20 z powrotem w okolicach 1000 pkt. Po wielu tygodniach męczącego marazmu te dwa mocniejsze ruchy indeksu w dość krótkim okresie ożywiłyby rynek i uczyniły go bardziej atrakcyjnym.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama