Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji funkcjonuje w obecnym kształcie od listopada ubiegłego roku. Już w momencie jej uchwalania zapisy w niej zawarte wzbudzały wiele kontrowersji. Podniosły się głosy, że są one niezgodne z prawem europejskim, a resort gospodarki krytykował ustawę, twierdząc, że choć zawarta była w pakiecie "Przede wszystkim przedsiębiorczość", wcale tej przedsiębiorczości nie sprzyjała.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podjął więc inicjatywę nowelizacji kontrowersyjnej ustawy. - Jednocześnie z projektem wystąpili posłowie. Ich projekt był zbieżny z naszym - powiedziała nam Alina Urban, rzecznik prasowy UOKiK. - Poparliśmy więc projekt poselski. Poparła go także na ostatnim posiedzeniu Rada Ministrów.

W obowiązującej obecnie ustawie najwięcej kontrowersji wzbudzają trzy kwestie. Pierwsza z nich to ograniczenie do 20% ilości towarów sprzedawanych w sklepach dyskontowych pod marką własną sieci handlowych. Okazało się, że zapis taki jest niezgodny z prawem europejskim. Ponadto nie wiadomo, w jaki sposób liczyć owe 20%, ustawa tego nie precyzowała. Na dodatek nie było definicji dyskontu, w związku z tym nie wiadomo było, jakich sklepów przepis ten miał dotyczyć.

Kolejny kontrowersyjny zapis mówił o ograniczeniu emisji bonów towarowych przez sieci handlowe. W obecnym kształcie ustawy hipermarket emitujący bony ważne tylko w jednej sieci mógł zostać oskarżony przez mniejszych kupców o stosowanie nieuczciwej konkurencji. Ponadto ustawa stanowi, że sklepy o powierzchni powyżej 400 metrów kwadratowych nie mogą sprzedawać towarów bez marży, np. organizując promocje.

Przyjęty przez rząd projekt wykreśla wszystkie te sporne zapisy. Będzie więc można organizować promocję, sprzedawać bez ograniczeń towary pod marką własną i emitować bony towarowe. Pod warunkiem, oczywiście, że projekt przejdzie całą drogę legislacyjną. Obecnie trafił do sejmowych komisji. - Jeżeli wszystkie zmiany przejdą, będzie to oznaczać powrót do pierwotnej wersji ustawy, przygotowanej w ubiegłym roku przez UOKiK, a zepsutej później w Sejmie - mówi Alina Urban.