W piątek ceny ropy naftowej wahały się pod wpływem wielu zjawisk decydujących o podaży tego surowca. Ostatecznie przeważył spadek notowań, do którego przyczyniło się wznowienie produkcji przez rafinerię należącą do amerykańskiej firmy ConocoPhillips. Nie działała ona przez dwa dni wskutek awarii energetycznej. Bodziec do zniżki cen stanowiła też wiadomość o większym niż przypuszczano wydobyciu ropy przez Arabię Saudyjską, gdy w kwietniu kraj ten chciał wyrównać niedobór spowodowany unieruchomieniem irackich urządzeń naftowych. W Londynie gatunek Brent z dostawą w lipcu kosztował w piątek po południu 26,00 USD za baryłkę, wobec 26,73 USD w końcu sesji czwartkowej. Wyraźniejszy spadek notowań uniemożliwiały o 12% mniejsze niż przed rokiem zapasy ropy w USA, a także oddalająca się perspektywa wznowienia eksportu przez Irak. Na razie kraj ten nie jest w stanie pokryć nawet miejscowego zapotrzebowania na paliwa płynne. Poza względami technicznymi istotnym warunkiem rozpoczęcia dostaw zagranicznych jest zniesienie sankcji przez ONZ, o co zabiegają Stany Zjednoczone. Bez decyzji w tej sprawie importerzy irackiej ropy byliby bowiem narażeni na kary.
Skłonność do niewielkiego spadku wykazywały również notowania miedzi. W Londynie za tonę tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych płacono 1674 USD, wobec 1682 USD w czwartek.
Tymczasem złoto zdrożało do 355,25 USD za uncję z 351,95 USD dzień wcześniej w związku z ponownym spadkiem kursu dolara do euro. Do zwiększenia atrakcyjności tego kruszcu jako bezpiecznej lokaty kapitału przyczyniły się też obawy przed nasileniem ataków terrorystycznych na świecie.